Socjopaci to nie tylko teoria naukowa.


Tytuł: Jak skutecznie bronić się przed

         socjopatami.   

Autor: Martha Stout 

Tytuł oryginalny: Outsmarting the 
          Sociopath Next Door: How to
          Protect Yourself against
          a Ruthless Manipulator.

Tłumaczenie: Rafał Śmietana

Wydawnictwo: Znak Literanova 2020

Kategoria: socjologia

Ilość stron: 320

Moja ocena: 9/10


Wszyscy potrzebujemy akceptacji otoczenia. Wybierając partnera życiowego, szukamy dobrego człowieka, który jest mądry, elokwentny
i atrakcyjny fizycznie. Nie za duże mamy oczekiwania? Kiedy obserwujemy rozwój naszego dziecka, widzimy przede wszystkim jego zalety. Człowiek wchodzący w nowe środowisko szkoły, firmy czy społeczeństwa pragnie dobrego wkroczenia na nową drogę. Zaczynamy nowy etap życia i liczymy na szczęście.

Właśnie tak zaczyna się gra – pomyślała. – Będzie się działo!

Wydaje nam się, że pozytywne cechy charakteru są czymś powszechnym i naturalnym. Można przeżyć szok, kiedy osoba najbliższa czy szef okazują się być pozbawieni  wrażliwości, sumienia czy wstydu. Nie sposób im zaufać.

Czuję, że wykorzystano mnie w niezwykle trudnym okresie mojego życia, i zastanawiam się, czy jeszcze kiedykolwiek będę mogła komukolwiek zaufać. Włącznie z samą sobą.

Łatwo jest ulec manipulacji drapieżnika w ludzkiej skórze. Czytając książkę „Jak skutecznie bronić się przed socjopatami”, wydawało mi się, że przecież ja nie dałbym się zwieść oszustowi emocjonalnemu. Po pewnym czasie pojawiła się refleksja, że przecież kiedyś podobny osobnik źle mnie potraktował czy zawiódł w życiu prywatnym. Uniwersalna i celna rada autorki tej książki, Pani Marthy Stout jest bardzo prosta: nie izolować się od otoczenia i nie pozwolić na to komuś, kto uzurpuje sobie prawo decydowania o naszym życiu. Nie można uciekać w wirtualny świat pozornych przyjaciół, ponieważ w cyberprzestrzeni każdy potrafi udawać osobę wrażliwą z sercem na dłoni. Nie istnieje granica wieku, wykształcenia czy stanowiska gwarantująca uczciwość i szczerość.

Jestem zaskoczony rozmiarami problemu, którzy stwarzają ludzie spotykani na naszej drodze życia. Jest pełen uznania dla wnikliwości Autorki. Wszechstronność ukazania tych problemów skłania do gorzkiej refleksji. Ta książka jest bardzo cenna, bo pomaga dostrzec zło wokół nas, również  w zakresie globalnym, choć tu mamy niewielkie możliwości zmian. Gorąco polecam tę pozycję wydawniczą, na którą warto znaleźć czas. 

Za egzemplarz książki dziękuję bardzo Wydawnictwu Znak Literanova 


Fakty w sensacyjnej oprawie.

 Tytuł: Wotum 

Autor: Maciej Siembieda

Wydawnictwo: Agora 2020

Kategoria: thriller

Ilość stron: 391

Moja ocena: 7/10 


Czarna Madonno, spoglądasz na wiernych pogrążonych w modlitwie. Pielgrzymując przez życie, trafiliśmy na Jasną Górę. Zamyślona spoglądasz przed siebie i dostrzegasz nasze problemy. Jedni twierdzą, że wiara wystarczy do uzdrowienia, a inni przekonują o falach krążących między Twoim w wizerunkiem a nami. Kiedy pewni siebie Szwedzi w XVII w. pragnęli zdobyć częstochowską twierdzę, liczyli na siebie, a nie na cud.

Zanim tu weszli, wiedzieli doskonale, że to będzie pojedynek małej, słabej i schorowanej dziewczynki z mistrzem wagi ciężkiej.

Twój obraz zapisany w wielu kopiach i medalikach zabieramy ze sobą. Przedstawiciele innych wyznań twierdzą, że skandalem jest upowszechnianie twojego portretu i sprzedawanie go. Nie każdy zamach kończy się tragedią.

Pewna pani profesor tak dogłębnie badała historię jasnogórskiej ikony i klasztoru, że zyskała miano autorytetu. Przekazała swoje doświadczenia ambitnemu prokuratorowi z IPN-u. Trop zawiódł go do Paryża i małej polskiej wsi. Efektywna współpraca może dać imponujące efekty, jeśli w jednej drużynie walczą o laur prawdy wspomniany instytut i ABW. Trudno uwierzyć, że najwięcej mogą powiedzieć milczący świadkowie i kochankowie. Są organizacje tak potężne, że ich siła jest nieprawdopodobna.

Powiem więcej – spojrzała na niego uważnie – jeśli ta organizacja istnieje, to ma trzysta pięćdziesiąt lat i słyszało o niej bardzo niewiele osób.

Pan Maciej Siembieda poszedł na całość, a nawet trochę dalej, i poprowadził czytelników zaskakująco ciekawą drogą. Obiecujący początek historyczno-teologiczny zmienił się sensacyjnie, aby wprowadzić mnie w zagadnienia fizyki kwantowej. Swoja powieść „Wotum” Autor przygotował merytorycznie w bardzo szerokim zakresie. Nie zabrakło tu również    dobrego dowcipu. Porównanie kobiet do brylantów i dzieł impresjonistów świadczy o błyskotliwym poczuciu humoru i uznaniu dla pań. Bez względu na zaangażowanie religijne i znajomość różnorodnych tematów można znaleźć w tej powieści wiele ciekawostek. Jednak tym, do czego Was namawiam, jest grono ciekawych postaci. Zapoznajcie się z nimi i w razie potrzeby zmrużcie oko, by nie doszukiwać się przesady.

Polecam równie:

https://krainslowa.blogspot.com/2020/05/gambit-to-rozgrywka-w-ktorej-warto.html

To, co nas ogranicza, nie dla wszystkich musi być końcem świata.

 Tytuł: W piekle pandemii

Autorka: Jolanta Kosowska

Wydawnictwo: Novae Res, premiera 07.08.2020

Kategoria: literatura piękna

Ilość stron: 374

Moja ocena: 10/10


Często wracamy do miejsc, które przyciągają nas magnetycznie. Pragniemy znów poczuć puls miasta, nastrój maleńkich uliczek, majestat zabytków… I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie pandemia. W zasięgu wzroku zostały tylko mury, a ulice się wyludniły. Jak może nagle przestać bić serce takiego miasta?


Ludzie, których znamy, znaleźli się we właściwym czasie i miejscu. Tam są potrzebni i realizują swoje powołanie bez względu na konsekwencje. Są gotowi poświęcić swoje, zarówno w obronie osób najbliższych jak
i całkiem obcych. Życie to ciąg decyzji i wyborów.

Najbardziej dokucza wtedy tęsknota. Prawie wyczuwalny zapach, dotyk, taniec, niezapomniana ballada… Wtańcz mnie w swoje piękno i niech skrzypce w ogniu drżą. Przez paniczny strach, aż znajdę swój bezpieczny port.

Marcello jak prawdziwy mężczyzna, ukrywał swoją chorobę. Przecież po to zapada zmrok, żeby coś się ukryło: słońce, prawda, przykrość. Zostaje miłość i cichutki dźwięk brylantu obracającego się w złotym koszyczku. Wystarczy żalu, gdy łzy Oliwii sprawiają ból innym. Oczekiwanie nie musi skończyć się tragedią. To depresja czyni
z człowieka wrak psychiczny. Nie wolno się poddawać. Idiotyczne usprawiedliwienie ludzkiego lenistwa i zwątpienia. Depresja? Bzdura. Pamiętajmy, że Mam dla kogo żyć, mam parę pomysłów, które chcę jeszcze zrealizować, parę celów, które chcę osiągnąć, i parę marzeń, które nie stały się jeszcze celami.

Pani Jolanta Kosowska napisała powieść wyjątkową. „W piekle pandemii” nie jest książką katastroficzną, mimo że opowiada o ludzkich dramatach. Mistrzostwo Autorki nie polega na sianiu paniki, ale na opisaniu całej złożoności psychiki ludzi świadomych swojej wartości. Teraz już znamy realia epidemii korony, ale przecież nie musimy popełniać kolejnych błędów. Mamy czas pokoju i czas wojny. Teraz jest ten drugi – odpowiedział Antonio. Dzięki tej znakomitej książce bardziej doceniam trud herosów w szpitalnych fartuchach. Imponująca wrażliwość Pani Kosowskiej jest wyczuwalna w opowieści o małej Sari, o pięknej toskańskiej rodzinie,  w obrazie obłoków otoczonych złotem zachodzącego słońca… Moja opinia o tej powieści jest jak najbardziej obiektywna. Osobisty szacunek i wdzięczność dla Ciebie, Jolu są zawarte w niewidocznym akapicie.

Przeczytajcie koniecznie książkę „W piekle pandemii”. Dopiero wtedy dowiecie się, czy istnieją jeszcze oazy poza pustyniami? Czy zdarzają się cuda? Wybierzcie się na Lawendowe Wzgórze. Przejazd jest bezpieczny. Podnieśmy się, żeby przejść nawet przez wzburzone morze. Zawołajcie: Damy radę!

Za autorski egzemplarz książki dziękuję bardzo Pani Jolancie Kosowskiej



Życie i śmierć w Paryżu

Tytuł: Człowiek z ołowiem w brzuchu    
Autor: Jean-Fançois Parot
Tytuł oryginalny: L'Homme au ventre de plomb
Tłumaczenie: Elżbieta i Adam Aduszkiewiczowie
Wydawnictwo: Czarna Owca 2020
Kategoria: kryminał historyczny
Ilość stron: 335
Moja ocena: 6/10

Z przyjemnością zasiadłem na tylnej kanapie samochodu. Z wiekiem przysługują przywileje niegodne młodości. W oczekiwaniu na długą podróż do XVIII-wiecznej Francji przygotowałem się wcześniej. Na kolanach położyłem powieść „Człowiek z ołowiem w brzuchu”, pióra Jeana-François Parota. Jakże inne konie wyruszyły sterowane przez kierowcę… Szum opon trących nawierzchnię zdecydowanie nie przypomina szumu adrenaliny krążącej w żyłach. Bark emocji nie powoduje wzburzenia umysłu.

Chyba zacząłem śnić…

Kołysany powolną jazdą dorożki jakże dziwny widzę Paryż za oknem.
W świetle latarń stroje przechodniów wydają się prezentować przepych, który złudzeniem jest zaledwie. Wosk z peruk połączony z pudrem jest jak powab i atrakcyjność markizy de Pompadour – spływa i odsłania prawdę. Oczywistość nas oślepiła. Spomiędzy stronic książki wystaje niczym zakładka, bilet do Comédie-Italienne. Wszak życie jest teatrem, w którym każdy ma do zagrania swoją rolę.

Wiele było niewiadomych w tym wątku, w którym przeplatały się dwa świat, teatru i dworu.

Los rodziny de Ruissec zakłócony został śmiercią bliskich sobie osób. Trwoga porażała żyjących, bo przecież samobójcy umierali dwa razy. Jak w tej sytuacji ośmielił się burzyć spokój i żałobę człowiek prawdopodobnie nisko urodzony.

Jest pan urzędniczyną, któremu jeszcze gnój nie obsechł na butach,
a pańskie nazwisko zalatuje sklepikiem spożywczym!

Co ja robię? Czas się obudzić z tego męczącego snu. Autor tejże książki ukazał nam odarty z pozłoty światek arystokracji, gdzie pozory elegancji nie przysłoniły braku dobrych manier. Tylko alegoryczny teatr oszałamiał bogactwem symboli. Jak pochodnie zapalane lontem, tak powoli naświetlane są nowe fakty, które giną w szczegółach. Fabuła toczy się
w tempie powozu jadącego piaszczystą drogą. Kolejne tragiczne wydarzenia są dowodem na to, że czytamy kryminał historyczny. „Człowiek z ołowiem w brzuchu” to książka napisana dla znawców historii i prozy francuskiej. Mnie ta opowieść nie zachwyciła.
 

Za egzemplarz dziękuję bardzo Wydawnictwu Czarna Owca

Tworzenie to wolność ducha.

Tytuł: Wolność w łupinie orzecha.   
Autor: Ludmiła Murawska-Peju
Wydawnictwo: Czarna Owca 2020
Kategoria: wspomnienia
Ilość stron: 256
Moja ocena: 8/10

Barwne, subtelne detale ożywiają mroczne otoczenie. Koncentrują na sobie spojrzenia nie tylko widzów, ale też zabieganych przechodniów. To nie muszą być piękne klejnoty.

Dlaczego cebule mogły zachwycać,
a brylanty na fotografiach strzelające chudymi promieniami – nie.

Jasne dłonie na tle ciemnego ubrania przyciągają uwagę na równi
z niepokojącym spojrzeniem sportretowanej osoby. Barwna poręcz na tle fioletowych cieni mrocznej klatki schodowej zdaje się prowadzić nas
w głąb obrazu. Czy to mroczne wnętrze ma swój zapach, charakterystyczną woń niekoniecznie przyjemną? Perfumy, kwiaty, nędza czy spalenizna –  mają swoje zapachy. Dostrzegać je potrafią wszyscy, ale szczególnie wrażliwi ludzie zapamiętują te drobiazgi.

Cudowne malujące dziecko, Ludka Murawska wąchała obrazy i lekkimi dotknięciami utrwalała to na płótnie. Biedne dziecko myślało, że oczaruje swoimi akwarelami urzędnika w ministerstwie.

To była rozmowa w Radzie Państwa, gdy powiedział mi z wściekłością: „Ty nie tylko nie masz prawa do mieszkania w Warszawie, ty to w ogóle nie masz prawa do życia”.

Był czas, kiedy na rabatkach kwitły kartofle. Były dni i noce spędzane
w bydlęcych wagonach jadących do obozów koncentracyjnych. Między mną a światem za oknem – przepaść. Trzeba było znieść wiele upokorzeń
i cierpienia, żeby znów zachwycić się kwiatem w szklance z wodą. Wzięłam do ręki pędzle. Malowanie przywracało mnie życiu.

Nadszedł czas, że młoda utalentowana artystka Ludmiła Murawska-Péju posłuchała przyjaciół i wystąpiła na scenie minimalistycznego teatru. Kleopatra, Ofelia, Lady Makbet to jedynie wybrane role autorki książki „Wolność w łupinie orzecha”. Przez lata spisywała swoje wspomnienia kobieta, która potrafiła żyć od nowa. Nie rozdrapywała starych ran i żyła napędzana ciekawością świata i nowymi wyzwaniami. Autorka tej książki wzbudziła moje głębokie uznanie obroną człowieka, za którym ciągnęła się zła opinia. Odważyła się skrytykować reżysera teatralnego uznawanego za prekursora awangardy scenicznej. Trzeba mieć własne, ugruntowane opinie, klasę i styl, żeby budzić szacunek w wyjątkowo trudnych czasach. Warto spróbować poznać tę kobietę otwartą na sztukę i ludzi.

Za egzemplarz książki dziękuję bardzo Wydawnictwu Czarna Owca

BZR. Bolesne zrozumienie rzeczywistości.

Tytuł: Krew za krew   
Autor: Victoria Selman 
Tytuł oryginalny: Blood for Blood
Tłumaczenie: Dorota Pomadowska
Wydawnictwo: Czarna Owca 2020
Kategoria: thriller / kryminał
Ilość stron: 432
Moja ocena: 9/10

Sens i głębia rozmowy polega na wzajemnym wsłuchaniu się i odbieraniu niewerbalnych komunikatów. Nie wszystko jest prawdą, ale oczy są lustrem duszy.

Goethe dobrze to nazwał: „Zachowanie jest lustrem, w którym każdy pokazuje, kim jest”.

To jedno spojrzenie w oczy może okazać się ostatnim. W tłumie,
w zatłoczonym wagonie kolejki miejskiej teoretycznie każdy jest zatopiony w swoim świecie. Większość ludzi nie przeczuwa tragedii, która wkrótce nastąpi. Na niewielkiej przestrzeni profilerka może spotkać zbrodniarza, matka – syna, mściciel – anioła.
Kiedy nastąpi ostanie spotkanie, być może pojawi się tylko wizja.

Widzi, jak nachyla się nad ciałem grzesznika, dostrzega zarys jego postaci, jasny i mglisty, aureolę nad jego głową. Jednorożec parska
i galopem przebiega obok.

„Krew za krew”, cierpienie za cierpienie. Czy na wszystko musi przyjść czas? Bolesne obrazy z dzieciństwa burzą krew. Kiedy żal rozpala serce, na chwilę rozbłyska światło, a potem Na chwilę zapada ciemność, po czym wspomnienie odpływa.

Pani Victoria Selman opowiedziała historię jednego śledztwa, w którym pomogła Ziba MacKenzie. Poszukiwany przez nią zbrodniarz pojawiał się tak blisko, że na karku czułem… mrowienie. Na szczęście tylko tyle, bo przecież czytałem powieść „Krew za krew”. Ta książka jest wyjątkowa.
W tym kryminale nie ma przesadnie wielu krwawych obrazów. Czytelnika nie drażnią wulgaryzmy, ponieważ wszystkie mocniejsze słowa są wystarczające i niezbędne. Na kartach powieści, które „same się przewracały, znalazłem trochę numerologii, dużą dawkę psychologii i nie przesadnie dużo religii. Wszystko jest wyważone, przemyślane, rozdziały doskonale skonstruowane i krótkie, co daje bardzo dynamiczny efekt. Taki debiut literacki rokuje świetlaną przyszłość.

 Za egzemplarz dziękuję bardzo Wydawnictwu Czarna Owca 




Życie kuriera to pasja, miłość i poświęcenie.

Tytuł: Kurier z Teheranu
Autor: Wojciech Dutka
Wydawnictwo: Lira 2020
Kategoria: powieść historyczna / sensacja
Ilość stron: 544
Moja ocena; 10/10

Wojna nie jest potyczką na drewniane miecze, ani strategiczną grą planszową. Dla taktyków to okazja, żeby zaistnieć i zyskać dominację.

Sokrates miał powiedzieć, że nie jest trudno uniknąć śmierci, znacznie trudniej jest nie popełnić zbrodni.

Zbrodnia popełniana na co dzień to przejście przez kolejne kręgi piekła. Tylko ci najbardziej twardzi przechodzą dalej, bo szczęśliwych tu nie ma. Pragnienie wolności zmusza do wielkich czynów.

Wewnątrz musisz znaleźć wolność, żeby tutaj przetrwać. Musisz odnaleźć wolność w sobie, gdy jesteś tutaj, w karagandyjskim łagrze.

Czy w okupowanej Warszawie, w Gułagu, w salonie ambasady czy nad grobem w Kozielsku trzeba zachować człowieczeństwo. Należy zachowywać się godnie, żeby bez wstydu spojrzeć przed siebie.

Ludzie w sytuacji ekstremalnej wiedzą, że nadeszła ta chwila. Jednak tylko nielicznych stać na to, by popatrzeć śmierci w twarz z odwagą.

Nie tylko żołnierz musi mieć swój honor. Warto zaryzykować, wykazać się odwagą, podjąć wyzwanie i spełnić oczekiwania. Kiedy sytuacja tego wymaga, nie należy uciekać. Od patriotów wymaga się wiele. Łatwo jest się ośmieszyć.

- Ja się z was śmieję! – krzyknął. Elito kawalerzystów! Dumo pułkowników rządzących ojczyzną moją! Kwiecie rycerstwa polskiego, gdzie uciekacie? Dokąd? Wróg jest tuż, nie rozumiecie?!K*y!

Pan Wojciech Dutka w tej części swoje trylogii poprowadził hrabiego Mokrzyckiego z rozbrzmiewającej łoskotem niemieckich butów warszawskiej ulicy na europejskie salony. Kiedy nad głową słychać było nadlatujący samolot a ziemia trzęsła się od wybuchów, oazą spokoju wydawał się rodzinny dom. „Kurier z Teheranu” cudem uniknął strzału
w potylicę, żeby doświadczyć cierpienia tortur na Łubiance. Dotarł na Gibraltar, żeby zacząć nowy etap życia. Jego przemiana z ofiarnego żołnierza i szpiega, w cyngla podziemnej organizacji do dowód przemiany charakteru. W tych nowych warunkach nie ma nic pewnego
i stałego.

Wieczna miłość, wieczne pióro i wieczna ondulacja. A z nich najbardziej wieczne jest pióro.

Właśnie to umiejętnie prowadzone „pióro”, perfekcyjne przygotowanie kanwy opowieści pozwoliło Autorowi napisać porywającą historyczną powieść. „Kuriera z Teheranu” czytałem z zapartym tchem, chociaż już teraz znamy większość faktów historycznych związanych z tym okresem. Obraz przedstawiony przez Pana Dutkę tym jest tym bogatszy, że pojawiają się na nim postacie ze świata, literatury, wojskowości
i polityki. Panie Wojciechu, bardzo dziękuję za sugestie i tą fascynującą powieść. Jest Pan niesamowity.