Powrót do korzeni

Tytuł: Cypryjskie meze.

Autorka: Jolanta Kosowska

Wydawnictwo: Zaczytani, premiera 26.05.2026

Kategoria: literatura piękna

Ilość stron:264

Moja ocena"10/10

 


Afrodyta miała charakterek i pomysły! Nie jest sztuką przyjść na świat 
w zaciszu sypialni. Wspomniana bogini pojawiła się w mgle piany morskiej. Uwodzicielska i zmysłowa budziła wyobraźnię facetów. Tak ją zapamiętali ludzie, herosi i bogowie. Za jej opaskę wielu  poszło by nie tylko na Cypr.
Jorgos ostrzegał Ewelinę: Nie pij wody z łaźni Afrodyty, uważaj na odyńce, unikaj zemsty greckich bogów.

A ta dzielna dziewczyna wyznaczyła sobie kilka celów, które potrzebowała zrealizować w miarę możliwości swoich i przewodnika. Ostatni punkt przypominał klucz do serca i rozumu: 6. Spróbować poznać tych ludzi.
Poznać ich od kuchni, zasiąść z nimi do stołu; zrozumieć ich światopoglądy; wsłuchać się we wspomnienia; zrozumieć sens dedykacji w restauracyjnym menu; skosztować Cypryjskie meze, ktore nie jest zwykłym daniem. Jest kompozycją smaków, barw, reakcji i marzeń.

Kiedy się urodziłem, chciałem jak najszybciej zrozumieć świat. Mój Tato mówił, że na wszystko przyjdzie czas. Nie myślałem o tym, co czeka mnie u kresu życia.

Ciężko ranny Nikos z honorem odchodził z tego świata i tak żegnał Dimitriosa:

Odejdę z przekonaniem, że moje życie było dobre, bo zostały mi dane wielka miłość i prawdziwa przyjaźń. Tego nikt mi nie zabierze.

Tureccy agresorzy odebrali poczucie bezpieczeństwa i dachy nad głowami Cypryjczykom zaledwie w ubiegłym wieku. Obraz katastrofy wydawał się beznadziejny.

Zasieki kolczaste zamiast leżaków i parasoli, okna pozbawione szyb, porzucone samochody na ulicach, strzępy prania suszące się na sznurze. Miasto duchów.

Tak wyglądał świat po zamknięciu przez Pandorę podarowanej jej puszki?

Kiedy ją zamknęła, na dnie została tylko nadzieja, która ma pomóc przetrwać wszystkie troski.

A co ze świadomością posiadania swojego miejsca na Ziemi? Miejsca dokąd można wrócić mimo dziejowych zawirowań? Jak zachować 
w sercu i umyśle swoje życiowe korzenie i cudowną świadomość, że nie jest się znikąd.

Pani Jolanta Kosowska zabrała czytelników swojej najnowszej powieści na Cypr. Bardzo ważne i piękne jest miejsce, dokąd można wrócić; do miejsca, gdzie czekają na Ciebie ludzie, którzy nie stracili nadziei. To nie musi być odległy kraina. Może ktoś w twoim mieście czeka na ciebie. Na początku lektury zgodziłem się z Autorką w temacie twardego kręgosłupa. Później z rozbawieniem przyjąłem powrót do greckiej mitologii. Na koniec nie zdążyłem powstrzymać samotnej łzy. Trudno powrócić z pięknej krainy uczuć do prozaicznego życia i pisania dla Was recenzji.

 

Niedzisiejszy świat kobiet

Tytuł: Isola

Autorka: Allegra Goodman

Tłumaczenie: Monika Popławska

Wydawnictwo: Literackie 25.03.2026

Gatunek: powieść obyczajowa

Ilość stron: 520

Moja ocena: 9/10


Umiejętność czytania nie jest kluczem do zrozumienia treści.
Żeby zrozumieć modlitwę, trzeba pojąć jej sens.

Damienne nie umiała czytać, ale nauczyła mnie, jak się modlić.

Piastunka kochała swoją podopieczną miłością bezwarunkową. Bez niej świat Marguerite rozpadł się jak marzenie, jak złudzenie. Już nie miał kto stanąć w obronie młodziutkiej kobiety. Ludzie nie czujący w ręku twardej monety, odwracają się pozornie bezradni.

Wątpiłam. Nie ufałam Opatrzności, ale błagam was, bądźcie moimi aniołami stróżami.

Marmurowe postacie przypominały jej, zbyt szybko dojrzałej kobiecie, zabawy w wieży. Został zamknięty etap życia, kiedy wzorcem była czarodziejka Kirke i waleczna Tymoris. Wróciły obrazy z przeszłości. Przeklęta Isola, góra na której codziennie trzeba było walczyć o życie
i oddać śmierci swoich najbliższych.

Cytra, skrywająca zwłoki synka, przywiodła wspomnienie nauki gry na klawesynie. Kiedy Roberval swoimi dłońmi przykrywał dziewczęce ręce
i prowadził ja po klawiaturze.

Nie odważyłam się na niego spojrzeć, ale czułam jego doświadczenie. Muzyka przepływała przez nas.

Jego ręce… Kiedy płynęły po klawiszach na fali dźwięków, wywoływały dreszcze. Kiedy krzyczał na nią, niepamiętającą wybranych psalmów, budził rozpacz, wstyd, wręcz niewiarę. A przecież tylko Matka Boska wytrwała z nią do ostatniej przerażającej chwili w zimnej grocie. Kiedy Marguerite z nadzieją spoglądała w dal, Boża opiekunka już też poszarzała.

Matka Boska patrzyła mi w oczy, ale nie mówiła nie karciła mnie ani nie pocieszała. Jej oblicze miało drobne pęknięcia. Jej korona była matowa.

Chwile refleksji przypominały jej czytanie psalmów, które niewątpliwie wytykają wszystkie wady… Zgoda. Ale dlaczego spojrzenie oziębłych oczu nie ujawnia prawdziwych intencji opiekuna - pobożnego, ale niewyrozumiałego? Złudzenia… Ileż one warte, kiedy zamiast sakiewki
w kieszeni bardziej potrzebny był nóż?

Allegra Goodman opisała świat kobiet, w którym niewiasty musiały nauczyć się samodzielności, żeby przetrwać. W tym środowisku, lekceważonym przez mężczyzn, musiały walczyć o wolność decydowania o sobie. Mogły kłamać, planować intrygi, trzymać klucz od skarbca 
i pokornie prosić. Teraz narzekacie na nas… A przecież pytamy was
o zdanie, odbieramy dzieci z przedszkola, znacie  numer naszego konta. 
I nie lekceważymy was.

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

Powrót do życia

 Tytuł: Piękność z lodu

Autorka: Monika Raspen

Wydawnictwo: Replika 18.11.2025

Kategoria: powieść historyczna, literatura piękna

Ilość stron: 416

Moja ocena: 10/10


Historię tworzą ludzie jak aktorzy swoje kreacje. A Petersburg to teatr. Każdy gra tu swoją rolę.

Widok Petersburga, uchwycony na fotografii, jest urzekający. Sekret kunsztu to efekt wizji projektanta. Nad imponującymi brylantami góruje nieregularny władczy rubin.

Trzeba widzieć świat inaczej niż wszyscy. Kamień to nie tylko kamień, to uśpiona opowieść. Metal to nie cenny kruszec i rusztowanie, to rama dla marzeń.

Marzenia, kierowane próżnością, wybiegają z umysłu. Silna była potrzeba władzy działającej jak narkotyk. I jeszcze ważniejszej prawdy
o życiu: albo można być lalką w cudzych rękach, albo samemu pociągać za sznurki władzy.

Dostrzeganie cierpienia to za mało, kiedy dziecko potrzebuje pomocy, brakuje sił i wiary w cuda. Status rodziców jest wtedy bez znaczenia.

Obraz małych cierpiących dzieci, którym depresja matki łamała życie
i odbierała dzieciństwo, był nie do zniesienia.

A może być i tak, że powrót do przeszłości sprzed cierpienia nie przynosi ulgi. – Ona żyje – powiedział wreszcie. Jego słowa brzmiały bardziej jak wyrok, nie jak radość.

Powrót do żywych zawsze jest szokujący i zaskakujący, bo niespodziewany. Skoro spędziłam pół nocy między trumnami i wylazłam z krypty jak słowiański upiór, co prawda nie o własnych siłach, to chyba jeszcze coś dobrego mnie w życiu czeka. Zawsze warto mieć nadzieję…
…dopóki anioł jest jeszcze poza zasięgiem wzroku. Bo przecież aniołów nie słychać.

Bywały chwile w życiu carycy, kiedy z pokorą odkłada na bok diadem
i składała ręce do modlitwy. Daj mi łaskę, bym nie zgubiła się wśród kadzideł i koron, bym widziała ludzi.  

Talent to dar utrwalania wizji. Maria Dagmar natychmiast utrwalała na papierze swoje pomysły. Widziała życie, otwierające się płatki kwiatów, cierpienie, przyszłość…

Że te obrazy to nie tylko zwykłe wizje. To okruchy przyszłości, która miała nadejść. Przyszłości, w której nie było już miejsca dla świata, jaki znała.

Kiedy przyszłość bywała coraz bardziej niepewna, taniec Umierającego łabędzia w wykonaniu Anny Pawłowej nabierał wieszczego znaczenia.

Rosja tańczy na wulkanie – szepnął do sekretarza. – A oni wszyscy udają, że nie widzą dymu i nie czują zapachu siarki.

W otoczeniu „Piękności z lodu” coraz więcej pojawiało się aniołów niż demonów. Diabły ukazywały się zdecydowanie w postaciach, które niewątpliwie budziły trwogę. Kobiety dobre i skuteczne jak anioły zawracały ludzi z ostatniej drogi, imponując umiejętnościami medycznymi   i lingwistycznymi. Pani Monika Raspen stworzyła wybitne dzieło, które jest wszechstronne. Zbliżyła do siebie klasykę literatury heroicznej i współczesną prozę urzekającą symboliką. Obraz świata z przeszłości, widziany przez szybę samochodu, sprawił, że nie chciałem powrócić z literackiej podróży.

Za egzemplarz książki dziękuję bardzo Autorce pani Monice Raspen
i Wydawnictwu Replika

Kamienista droga do domu

 Autorki: Jolanta Kosowska, Marta Jednachowska

Tytuł: Kalendarz adwentowy 2. Dwanaście dróg do domu.

Wydawnictwo: Novae Res 23.10.2025

Kategoria: literatura obyczajowa

Ilość stron: 306

Moja ocena: 10/10


Życiowe potyczki nie wywracają czyjegoś świata do góry nogami. To tylko  strategiczne ćwiczenie rozwiązania problemu, lub osiągnięty rodzinny konsensus. Hartu ducha wymaga wojna z własną niemocą; usunięcie przeszłości ze snów; przyznanie się do życiowego błędu, uzależnienie.

Żeby nie było za późno…    Walcz! Walcz! WALCZ!

Wspomnienie szczerości kumpla zadziałało jak lodowaty prysznic: Powiedział, że zawsze byłem mięczakiem, ale nie przypuszczał, że do tego jestem idiotą. A ten bystry facet, zamknięty w szczelnej skorupie racjonalizmu usłyszał, że przede wszystkim trzeba być człowiekiem,
a potem naukowcem. Proste…

Zdejmij zbroję, chłopcze, walcz ze swoim asekuranctwem. Każdy mur można zburzyć…

Kiedy Karol niósł dla przyjaciela herbatę, już wiedział, co ma robić: Był zaskoczony i przerażony, ale nie bezradny.

Jak zmotywować do życia mężczyznę, który nie ma siły wstać z łóżka?

WALCZ!  W A L C Z !   Nie możesz życia oddać walkowerem!

Czy ze wstydem można walczyć równie uparcie jak z rakiem? Łatwiej ukryć się za lodowatą zasłoną. Nie wystarczy zamknąć za sobą drzwi domu dziecka. Nie można zgasić światła w bidulu i zamknąć go za sobą na klucz. Ktoś tam przecież został. Podopieczni domu dziecka budują swoją nową tożsamość.

Niby wie się o sobie bardzo dużo, ale z każdym słowem może okazać się, że ta wiedza już się przeterminowała i nie ma nic wspólnego z teraźniejszością.

Aż tu nagle pojawia się ktoś, kogo nie chcą pamiętać. W pamięci powracają słowa piosenki:

Nie, zatrzymaj, to przecież bzdura,
To taka melodia z przeszłości,
Ona wraca czasami i bruździ.
Miesza zmysły, przywołuje koszmary przeszłości.

Pamięć bywa przykra, ale jej brak to koszmar. Do Grażynki, mieszkającej w Willi w Różanym Ogrodzie, przyszła Jagoda. Usłyszała: Przypomnisz mi, od czego trzeba zacząć? Nawet najpiękniejsze szydełkowe ptaszki nie powitają beztrosko przybysza, który wybrał jedną z Dwunastu dróg do domu.

Dwanaście osób, bolesne wspomnienia, przez łzy odczuwane Boże Narodzenie po pełnym obaw i nadziei Adwencie. Trzysta sześć stron książki, która wstrząsa i… daje nadzieję. Dwie autorki, które razem przeżywały kolejne Święta Bożego Narodzenia. Inne realia są ich codziennością, a wspólna książka to piękna opowieść o ludzkich drogach przez życie. Dwanaście dróg do domu, a wszystkie nierówne, uciążliwe, niektóre odkrywane z nadzieją lub łzą w oku. Ta książka nie raz wróci do mnie, a wy koniecznie ją przeczytajcie.

Za egzemplarz książki dziękuję bardzo Wydawnictwu Novae Res

Lekcje wrażliwości

 Tytuł: Jak wychować zająca

Autorka: Chloe Dalton

Tytuł oryginalny: Raising Hare

Tłumaczenie: Tomasz Bieroń

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie 15.10.2025

Ilość stron: 272

Moja ocena: 10/10


Dla ptaków wysoko w górze stodoła musi być daleko zauważalna pośród patchworkowej kołdry ciemnych lasów, cichych pól i ścieżek.

W takim miejscu można poczuć się bezpiecznie, a jednocześnie utrzymuje się kontakty niezbędne do pracy. Otulona ciszą Chloe Dalton zdecydowanie nie czuła się samotna. Do jej wiejskiego domu częściej zagląda gość niż intruz. Spacery to czas, kiedy można odpocząć i nie przeszkadzać zwierzętom.

Doszło nawet do tego, że unikałam spacerów po polu w ciągu dnia, żeby nie przeszkadzać innym śpiącym zającom. To była przesada. To był absurd.
To było piękne…
spotkanie, kiedy kobieta zobaczyła zajączka tak przerażonego, że prawie skamieniał w miejscu. Zapach człowieka mógł być niebezpieczny i odstraszyć inne zwierzęta. Ale jego zaufanie można zdobyć…
Trudno o bardziej serdeczny kontakt z podopiecznym maleństwem:
Potem długo leżał na mojej dłoni umoszczony obok mojego serca.

Mieszkać i żyć razem z dzikim zwierzątkiem to wyjątkowa forma przyjaźni. Nie ma zbyt ciasnej szpary między futryną a drzwiami, której nie można wykorzystać. Wyjątkowe bliskość, bezpośredniość dają uczucie szczęścia.

Miałam poczucie, że osiągnęłam apogeum doświadczenia i bez śladu zażenowania uświadomiłam sobie, ze kocham te niezwykłe stworzenia.

Kiedyś obdarzano zająca szczególnym szacunkiem…
W relacji z wojen galijskich Juliusz Cezar napisał, że rdzenni Brytyjczycy odmawiali jedzenia zająca, ponieważ był dla nich święty.
…a teraz
W książkach tych znalazłam niezliczone opisy tego, jak upolować, zabić albo ugotować zająca, ale ani słowa o jego wychowywaniu.

Chloe opisała, jak czuła się bezpiecznie, słuchając najczęściej zwierząt. Przerażający może być krzyk śmiertelnego wołania.

Krzyk jak strzała wskroś głowy.
Dwie minuty. Kolejny krzyk i pojedynczy strzał.
Złamaliśmy się. Ktoś płakał. Ktoś wrócił.
– Zajęczyca – powiedział. – Ona tak krzyczy.

„Jak wychować zająca” to piękna opowieść o zającach i opiece roztoczonej nad nimi. Pomysłowość, umiejętności i akrobatyczne popisy tych zwierzątek są urocze. Pani Chloe Dalton bardzo ciekawie opowiedziała o swoich przeróżnych doświadczeniach, o obawach
i satysfakcji. Czytając tę książkę, nie raz pomyślałem: Jak trzeba być wrażliwym i uważnym, żeby nie skrzywdzić… zajęczycy i jej dzieci. Gorąco polecam tę książkę.


Ze egzemplarz książki dziękuję bardzo Wydawnictwu Literackiemu


Wojenny obłęd

Autorka: Maria Kocot

Tytuł: Maska 

Premiera: 26.09.2025

Kategoria: powieść obyczajowa

Ilość stron: 344

Moja ocena: 10/10


Świat oszalał. Przekonanie o wzajemnym zaufaniu prawie zupełnie znikło. Niemiecki Mefistofeles oszołomił ludzi, przekonanych o jego charyzmie. A przecież charyzma nie zawsze oznacza autorytet.

Nawet w nieprzeciętnym blasku świateł , odbijających się w złoceniach, można zaobserwować maskaradę. Z wysokiego poziomu schodów wuj Teodor widział fałsz na obliczach gości. Jego krzyk: „- Maski! Wybawcy! Zawsze za późno!- krzyczał, a jego słowa odbijały się echem po całym holu” Echo nie ma dostępu do serc.

A z resztą kto by słuchał starego mężczyzny… Słabsza pamięć to nie choroba. Ten świadomy swoich słów człowiek już nie bał się przyszłości. Dotarł do mety życia i nie liczył na laur. Brakowało mu tylko szacunku.

Wuj Teodor uniósł głowę, a jego oczy przybrały wyraz, którego nie potrafiłam zrozumieć. Była to mieszanina spokoju i jakiejś dziwnej, niezłomności, gotowości.

Zdarzają się sytuacje, kiedy głos rozmówcy ocieka sztucznym miodem,
a w oczach widać zawiść, perfidię. Irena czuła się oszołomiona
i otoczona ludźmi, którzy nie potrafili zachować pozorów serdeczności. Słowa Mariki wirowały w mojej głowie, mieszając się z nieznośnym pulsowaniem.

Kiedy teraźniejszość wydawała się już być ustabilizowaną, nastąpiła eksplozja uczuć.

Czas się zatrzymał, a świat wokół mnie zniknął. Jedynym dźwiękiem, który docierał do moich uszu, był głośny, natarczywy rytm mojego własnego serca.

Wszystko może okazać się niespełnioną obietnicą, kiedy wymarzony mężczyzna zdecydował się zagrać życiową rolę doktora Fausta. Wystarczy złudna perspektywa, inna kobieta u boku, podpisany cyrograf…

Kiedy Irena stanęła przed Górą Miłości, zrozumiała jak niebezpieczny szczyt jest przed nią. Wystarczy chwila nieuwagi i można skręcić nogę, upaść tak boleśnie, że piękna kreacja będzie zdarta i zamieniona na zbrukany łachman.

I tylko Chrystus pozostał niezmienny i wyrozumiały.

Chrystus spoglądał na nas z ołtarza. Jedyny świadek naszej rozmowy. Czułam jego spojrzenie. Czy osądzał? A może wybaczał?

Właśnie przeżyłem książkę „Maska”, którą napisała Pani Maria Kocot. Określenie „przeczytałem” nie byłoby adekwatne, biorąc pod uwagę moje  reakcje. Autorka wspięła się na szczyt możliwości emocjonalnych. Jednakowo silne uczucia są udziałem doświadczonej przez los dziewczynki, aktorki dramatycznej i kobiety przerażonej sytuacją. Odkryć „Maskę” trzeba koniecznie, a potem zmęczyć się w ciągu dnia, żeby sceny z powieści nie wracały w snach. 

Za egzemplarz książki dziękuję bardzo Autorce, Pani Marii Kocot

Zapach kobiety

Tytuł: Miłość pokonuje śmierć

Autorka: Katarzyna Bonda

Wydawnictwo: Muza 

Kategoria: kryminał/thriller psychologiczny

Ilość stron: 352

Moja ocena: 8/10


Zapach kobiety bywa urzekający, uwodzący, uzależniający. Zwodniczy. Może tak zawładnąć zmysłami niewidomego mężczyzny, że ten zobaczy przed sobą płomień uniesień. Obietnice sformułowane nadzwyczaj atrakcyjnie mącą umysł faceta.

- Gdybyś czegokolwiek potrzebował. Cokolwiek chciał otworzyć…
- szepnęła, nachylając się tak blisko, że wyraźnie czułem zapach jej potu, zmieszany z perfumami, i zdawało mi się to niebiańską kompozycją.

Zrobiło się piekielnie gorąco. Nie dziwię się, że Radek szukał zacisza, gdzie mógłby zebrać myśli i refleksje. Jak Anna mogła dopuścić, żeby ktokolwiek wyrwał się spod jej kontroli? Wciąż mówił coś
o odosobnieniu. Szukał miejsca w zakonach, żeby się tam zamknąć na jakiś czas.
 

Biada temu, kto nadepnie jej suknię utkaną z perfidii opartej na poczuciu własnej doskonałości. Niebezpiecznie odurzony był chłopak, który chciał poznać sekret tajemniczego ogrodu, rezydencji, ciała.

Kiedy nagle zamiast mroku, oczy razi światło kryształowego żyrandola, trudno oprzytomnieć.
- Miałeś dużo szczęścia – odezwała się.
Wstała, zaświeciła niedużą lampkę.
- Że nie spadłeś na głowę, tylko na d… - Zachichotała.

Dojrzały, doświadczony mężczyzna bywa spostrzegawczy. Znając demoniczną kobietę, nie ulegnie jej wpływowi.

Wtedy Lesław zauważył, że synowa odpicowała jak do opery, a ogon duszących perfum ciągnie się za nią niczym tren balowej sukni.

W życiu nie ma przypadków. Przeznaczeniu można pomóc. Naiwną osobę łatwo oszukać i oczarować, roztaczając przed nią wizje zwycięstwa
i spełnienia marzeń.

Zaprosiła mnie z dziećmi, a kiedy te zasnęły, rozłożyła tarota i zaczęła mi wróżyć.

Dziwna jest miłość, którą przegania zapach mężczyzny, nie przypominający kompozycji Diora. Przemawiają do nas proste kryteria. Dla was są tylko dwa kolory: ciemny i jasny. Łatwo uwierzyć, że słowa: „Jesteś moim słońcem, każdym oddechem, namiętnym westchnieniem”, trafiły do właściwego adresata. Który z nas nie wyprostowałby się wtedy, wciągnął brzuch a wzrok mu się zamglił, czytając to…

Bo przecież:
Bóg stworzył co najpiękniejsze. To jesteś ty.

Pomyłka.

Pani Katarzyna Bonda napisała książkę, za którą bardzo chcę Jej podziękować. „Miłość pokonuje śmierć” to świetnie napisany thriller psychologiczny, a nie kolejny kryminał, pod jakimi uginają się półki. Bardzo miło być porównanym do artefaktu, a nie ludzkiego odpowiednika dinozaura: Musicie wiedzieć, że w weekendy, a tym bardziej w poście, antyki nie przychodzą. Zapewne Autorka wolałaby obejrzeć film zrealizowany na podstawie jej powieści, ale niech to nie będzie ten utwór. Lektura tej książki budzi wyobraźnię, a nie proponuje gotowe nielotne obrazy. Niech wystarczą widzom już zekranizowane inne książki, które napisała Pani Bonda.