Szaleństwo zazdrości, władzy i zemsty.

Tytuł: Obrazy tamtych dni

Autorka: Maria Kocot

Premiera wydawnicza: 2.10.2023

Kategoria: powieść historyczna

Ilość stron: 390

Moja ocena: 10/10


Młode osoby wchodzące w życie zazwyczaj buntują się przeciw narzucanym kanonom. Czują się nierozumiani i ograniczani wymaganiami.

Codziennie wypowiadasz więcej zgryźliwych słów niż wartość twojego numeru na nadgarstku.

Wizja świata, do którego się wkracza, wydaje się czymś jedynie słusznym. W opinii przyszłej lekarki, podstawową zasadą wykonywania tego trudnego i szlachetnego zawodu są bezgraniczna sprawiedliwość
i przysięga Hipokratesa. Kariera powinna być celem drugorzędnym. Natalia nie chciała wierzyć w nieuczciwość, dualizm, zakłamanie.

Aleksy z młodego cieszącego się życiem chłopaka, stał się cynicznym
i zamkniętym w sobie zgorzkniałym arystokratą, a jego serce skuł lód.

Budowanie swojego autorytetu nie może być oparte na ludzkiej krzywdzie. Przerażający demon z Auschwitz nie patrzył na niebo. Nie pragnął wolności jak ptaki.

I nie tylko, bo niebieska sikorka z żółtym brzuszkiem z radością suszyła przemoczone piórka z deszczowych pocałunków, a jej przyjaciel wirtuoz skowronek starannie poprawił swoje i cierpliwie stroił głosik do wysokiego vibrato.

A olśniewać urodą, pozycją, nazwiskiem potrafi biegły samiec, kiedy chce osiągnąć cel. Obietnice powinny mieć pokrycie, ale rodowód jest jak błysk w oku. Niezapomniany jak smakołyk, może niespodziewanie utracić swój prymat.

Jeszcze niedawno jadałam kawior i delektowałam się najlepszymi deserami, przygotowanymi przez znamienitych cukierników. A okazało się, że nigdy nie smakowało mi nic tak bardzo  jak ten słodki pączek.

W pewnej życiowej chwili trzeba zamknąć drzwi przeszłości i wkroczyć na most przeznaczenia. Najważniejsza jest podpora, a nie obietnica konstruktora. Nie wiadomo, co czeka człowieka teraz, za chwilę
i w nieokreślonej przyszłości. Obietnica dozgonnej miłości ma wartość nieporównywalną do cierpliwej opieki naprawdę kochającego mężczyzny.

Wydawało mi się, że w życiu przeżyłam już wszystko. Choć to była tylko miłość.

„Obrazy tamtych dni”, zapisane w sercu, zapadną głęboko w pamięć. Historia pięknej i utalentowanej kobiety, jaką opowiedziała pani Maria Kocot, obejmuje dość długi okres w historii Polski. Główna bohaterka,
a zarazem narratorka czuła się znacznie lepiej w lekarskim kitlu niż socjalistycznej garsonce. Autorka przypomniała o najważniejszych zasadach przyświecających w życiu, które czasem bezpodstawnie chowane są w przepastnej kieszeni sumienia. Bezcenna jest świadomość bycia uczciwym Polakiem pamiętającym, że w ukraińskim Starobielsku odbierano życie i godność. Doskonale skonstruowana fabuła jest uporządkowana, bez wrażenia zamętu. Według mnie ta powieść jest najlepsza w dorobku literackim młodej kobiety, świadomej swojego pochodzenia. Piękno opisanych miejsc zachwyca w porównaniu z obrazem brytana łaszącego się do nóg nowej przyjaciółki. To jest specyficzna forma poezji, godna fragmentów otwierających części powieści. Ta wyborna powieść pozostaje w pamięci i powidokach, wracających po lekturze. Gorąco ją polecam, dając najwyższą notę.

Za egzemlaprz książki z dedykacją dziękuję bardzo pani Marii Kocot 

 

Sny spełniające marzenia

Tytuł: Spotkamy się we śnie

Autorki: Jolanta Kosowska, Marta Jednachowska

Wydawnictwo: Novae Res 20.10.2023

Kategoria: literatura piękna \ romans

Ilość stron: 398

Moja ocena: 10\10


Między jawą i snami rodzą się oczekiwania. Wirują w umyśle jak motyle zwiastujące przyjemność. Łaskoczą zmysły, wzbogacają kolory. Wciąż nowe marzenia usuwają w cień niespełnioną nadzieję, obawy, rozczarowania. Ręka kiedyś pomocna, zaciska się w geście protestu. Niespodziewanie pojawiają się wątpliwości.

Był kimś, kto intrygował i fascynował mnie coraz bardziej. Kimś, kto drażnił, rozbudzał uśpione marzenia, moje tajemnice.

Kiedy w sypialni wieje chłodem, a odwrócone plecy są nieprzytulne, sny pokazują nową drogę. Drogę zadziwiającą swoją niezwykłością. Nieziemska katedra wali się w gruzy jak rodzinny dom, w którym brakuje zrozumienia. Błędne światełko nadziei tworzy życiowe złudzenia.

Gdzieś w pamięci kołatała mi się przestroga, że nie należy iść w kierunku światła, że nie każde światło jest dobre.

Kiedy dreszcze, zbyt realne we śnie, drażnią psychikę, najmniejszy przykry incydent odbiera nadzieję. W mroku czai się przerażający stwór, podobny do najbliższej osoby.

Obudziłam się zlana potem, kiedy postać mojej matki zamieniła się
w ogromnego nietoperza, który leciał w moją stronę, wydając przeraźliwe dźwięki.

Sny nie dają ukojenia. Wytchnienie jest nierealne, a przyszłość autorki książek jest niepewna. Nie wystarczy zainwestować w promocję. Tomek wspiera swoim doświadczeniem. Trzeba uwierzyć w siebie. Oliwka była przekonana, że wszystko w życiu jest realne dzięki wsparciu Czarka. Nagle okazało się, że tylko przybysz znikąd potrafi zrobić rzecz nieprawdopodobną.

Nie była Mironem, który groźnego lwa potrafił zmienić w kociątko.

Wszelkie wysiłki mogą okazać się nie dość owocne, kiedy niedomówienia stają się codziennością.

Niewyartykułowane problemy nie znikają, gromadzą się i namnażają, żeby w przyszłości stać się ścianą oddzielającą dwoje ludzi.

Kiedy świadome sny przenikają przez kurtynę niewiary, w życiu może pojawić się ktoś, kto tworzy piękną iluzję. Miron wydają się być na wyciągnięcie ręki, a cuda czasem się zdarzają.

Czy my kiedyś „Spotkamy się we śnie” z osobą najbardziej kochaną?
W takie spotkanie wierzą też mama i córka – Jolanta Kosowska i Marta Jednachowska. W sensorycznych snach, w bajecznych miejscach pojawiają się ludzie i stwory, które przeważnie nie budzą lęku. Przejście na drugą stronę magicznego lustra jest jak wkroczenie w inny świat. Tam wszystko jest możliwe. Powieść napisana przez Autorki zachwyca nastrojem, urzeka wrażliwością. Pozornie częściowo nierealna fabuła jest nasycona emocjami. Fantastyczna symbolika czasem przywodzi na myśl trudną rzeczywistość. Na wyciągnięcie ręki jest… kolejna, choć wyjątkowa powieść. Teraz nawet sny mają swoją piękną zaskakującą wymowę.

Za egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Novae Res

  


Celebryci, folołsi, Herosi

Tytuł: Nie zabijaj

Autor: Agnieszka Płoszaj

Wydawnictwo: Znak 11.10.2023

Kategoria: kryminał

Ilość stron: 352

Moja ocena: 10/10


Wszystko już jest przygotowane i przemyślane. Scenografia, kostium, make-up. Statyści są zamroczeni i rozkojarzeni, skoncentrowani na sobie; żyjący w szalonym, sztucznym świecie mediów. Zgaszono reflektory. W mroku pochylony klęczy mężczyzna, jakby modlił się, pokutując za grzechy. On już nie potrzebuje rozpędzonego porsche. Wreszcie zatrzymał się w pokorze przed stwórcą. Odarty z efektownego stroju i pozbawionego swojego symbolu.

Ogolony, ubrany w jutę i wystawiony na widok publiczny.

Z karty tarota spogląda z chytrym uśmiechem diabeł. Kpi z wysiłków ludzi, próbujących przewidzieć przyszłość. Zdaje się mówić: Za kogo się uważacie? Kim jesteście? A może czym? Ukrzyżowanej wróżce Salomei nie pomogła, jak innym naiwnym, szklana kula i karty.

Szokujący kontrast: tania pozłota na stercie śmieci. Tyle warte jest życie,   ile w nim wypracujemy, zapędzeni z torebką fast foodu w dłoni. Szybciej, szybciej, szybciej… I koniec. Pozostała zgnilizna. Znana
i podziwiana modelka teraz już tylko budzi odrazę.

Według przekazu ukarana za pychę…

Z góry spogląda na nich i na nas Zbawca. Umęczony dziwi się naszym słabościom? Jeśli przewidział ostateczne wyjście, jak Ezechiel, dlaczego nie ostrzegł przed życiowymi błędami? Ależ ostrzegał, tylko nieliczni go słuchali.

Nie był celebrytą z milionem folołów. Jego fejm też miał inny rozgłos. Potrzebował wieków, by go doceniono.

Posłuch miał Święty, proboszcz jednego z łódzkich kościołów, który
z dumą obserwował zastęp Herosów Białej Lilii. Mężczyźni publicznie modlący się z różańcem w ręku wciąż budzą zdziwienie. To walka o wiarę i odrzucenie stereotypów.  

Na pokładzie jachtu, żeglującego po Adriatyku, nakręcona pretensjami Fabrizzia wykrzykiwała swoje pretensje.

Sokrates mówił, że puste worki nadyma wiatr, bezmyślnych ludzi próżność.

Na tym samym jachcie odpoczywała niezdyscyplinowana, arogancka
i spostrzegawcza policjantka śledcza Zoja Sterlak. Przypominała dzikie zwierzę polujące na ofiarę. Zwinne i gotowe do ataku. Przerażająco drapieżne. W wielkim sercu hodowała miłość i pamięć o swoich mężczyznach. Niektórzy mają dożywotni apartament, inni dostają natychmiastową eksmisję, a jeszcze inni małe miejsce na stryszku.

Ostrzeżenie, prośba, groźba, przestroga – „Nie zabijaj” to tytuł najnowszej powieści, którą napisała pani Agnieszka Płoszaj. W naszej codzienności często za mało jest czasu dla Boga. Wiary nie nabywa się
z wiekiem i w wykpiwanym stroju. O stylu życia ludzi aktywnych, rozemocjonowanych napisała Autorka. Ta powieść jest doskonale przygotowana merytorycznie. Pani Agnieszko, doceniam Pani skromność w podziękowaniach konsultantom, ale cała zasługa należy się Pani. Rewelacyjne pomysły oparła Pani na bardzo mocnych podstawach. Wybrała Pani trudny temat, który nie jest wystarczająco popularny. Dynamiczna fabuła porywa ja nurt emocji i rzeka łez z piosenki Dinah Washington. Zaimponowała mi Pani i na pewno będę czytał inne książki, napisane przez Panią.

Za egzemplarz książki dziękuję bardzo pani Wioletcie Wiśniewskiej
i 
Wydawnictwu Znak

Biała książka życia

 Tytuł: Moje głupie pomysły

Autor: Bernardo Zannoni

Tytuł oryginalny: I miei stupidi intenti

Tłumaczenie: Katarzyna Skórska

Wydawnictwo: Literackie 27.09.2023

Ilość stron: 264

Moja ocena: 10/10


Przekonani o naszej pomysłowości, zręczności popełniamy przeróżne błędy. Tak rodzą się nasze głupie pomysły. Im młodsi, tym bardziej jesteśmy przekonani o naszej sprawności i błyskotliwości. Nie zwracamy uwagi na małe ranki. To tylko ciało, a ono przecież się zagoi.

Żeby odpędzić strach, wyobraziłem sobie, że zabierają mnie do doktora, wyleczą mnie, żebym znów był jak nowy.

Słoneczna polana to chwilowe wrażenie. Nie wystarczy widzieć błysk. Pierś unosi się jak liść. A co z duszą i umysłem? Teraz trzeba spojrzeć
z innej perspektywy.

Miała zmierzwioną sierść i łapy zgrabiałe od mrozu, lecz z jej wnętrza emanowało piękne światło.

To jest miłość. Jest cudownie. Młodość to za mało. Pierwszy kropla goryczy to odrzucenie.  Najsłabsze ogniwo jest niepotrzebne. To zbędne ograniczenie swobody.

Nikt nie poświęcał mu uwagi, istniał, żeby nie istnieć, w cieniu naszego życia.

Czym jest życie? Tylko drogą czasem bardziej wyboistą? Żeby znaleźć właściwą ścieżkę, trzeba komuś zaufać. I chociaż boli uderzenie, obelga, głód – warto wytrzymać. Warto uwierzyć. Warto zrozumieć, że być może  jeśli coś jest najbardziej niezrozumiałe i skomplikowane, to jest to CZŁOWIEK.

Narodziny są jak przyjęcie daru, który wymaga naszego wysiłku. Istnienie  to książka życia, w której wszystkie kartki są białe. To my mamy je zapisać. Tam umieścimy słowa.

Chcę, żebyś napisał od nowa moje życie, przybliżył je do Boga.

Nie każ mi czekać zbyt długo jak porzucony, niepotrzebny już osobnik. Wielki Pień to nie hospicjum. To jest ostatni etap przed odejściem.

Starcy, chorzy, kalecy, ślepi. Porzuceni przez innych, lecz uparcie uczepieni życia jak każde zwierzę.

Tak właśnie: zwierzę. Główny bohater tej opowieści, Archy to kuna.
I choć urodzony w jamie, przecież odczuwający ból i żal. Pokierowany przez odkrywczego mentora, odkrywa wiarę, szuka Boga, chciałby Go napisać od nowa i poznać, jeśli jego Pan będzie tego chciał, pozwoli mu na to. To poznawanie jest misterium, zasłuchaniem, podziwem…

- To sekret! To nabożeństwo! To człowiek! – wykrzyknął.

Bernardo Zannoni to młody, niespełna trzydziestoletni młody człowiek, który napisał tę książkę w wieku zaledwie dwudziestu pięciu. To świadczy o jego dojrzałości emocjonalnej, otwarciu na ludzi i Boga. Pan Zannoni napisał prosto, że jest Bóg, a nie jakiś tajemniczy On. Uczy nas, że trzeba iść przed siebie mimo głodu strawy i ciepła. Zanim śmierć, znienacka podchodząca do drzwi załomocze w nie, żyjmy jak najlepiej
i pełniej. Zawsze znajdzie się czas, kiedy zdążę naprawić „Moje głupie pomysły”. Podziwiam tego Autora za jego przekonania, uczciwość, fenomenalny pomysł i doskonałą prozę.

Za egzemplarz książki dziękuję bardzo Wydawnictwu Literackiemu 

Wątpliwa sprawiedliwość nie zawsze opiera się na prawdzie.

Tytuł: Misterium

Autor: Dean Koontz

Tytuł oryginalny: DEVOTED

Tłumaczenie: Cezary Frąc

Wydawnictwo: Albatros 12.07.2023

Kategoria: kryminał / fantasy

Ilość stron: 448

Moja ocena: 7/10


Gdzieś, niekoniecznie daleko, na wąskiej uliczce między prosektorium
a biurem szeryfa, istnieje niewidzialna i nieoznaczona granica miedzy sprawiedliwością a prawdą. Opiniowana sprawiedliwość jest subiektywna. Tylko prawda jest autentyczna, jeżeli zostanie ujawniona. Żeby dokonać właściwego wyboru, nie wystarczy kierować się swoimi naturalnymi zaletami: inteligencją, wrażliwością i empatią. Trzeba mieć odwagę stanąć vis a vis zła, zakłamania.

Są niezliczone wybory, których musisz dokonać, niezliczone rzeczy, które mogą ci się przydarzyć. Ogrom możliwości może cię porazić, odebrać umiejętność podjęcia decyzji, a strach przed zagrożeniami może cię sparaliżować.

Woody milczał, ale odbierał bodźce i czuł miłość, zaufanie, troskę.

Mama musiała go podnieść i zanieść do łóżka, a jego bezsilność nigdy nie była bardziej upokarzająca.

Mrok sprzyjał tajemnicy. Nawet w ciszy telepatycznie porozumiewają się wzajemnie zwierzęta. Węchem wyróżniają osobników wrogich, nienawistnych, skażonych złem.

Oszukiwanie tych, którzy pachną gniewem lub zazdrością – albo jeszcze gorzej – było usprawiedliwione, ponieważ ci ludzie byli niebezpieczni.

LUDZIE. Zaszczytne określenie dla stworów, które zatrzymały się
w naturalnym rozwoju. Zamiast ewolucji wybrali dewolucję. Przekonani
o potędze sztucznej inteligencji, zaakceptowali ją u siebie, wykorzystywali bez skrupułów. Władza jest jak narkotyk; raz spróbowana – uzależnia. A stamtąd już blisko do jądra ciemności, darknetu. I dla naukowców, eksploratorów psychiki, i dla „przedstawicieli prawa” nie ma zbędnych ograniczeń na drodze do kariery. Dla zbrodniarzy.

To nie były skurcze sumienia, ponieważ jego sumienie nie było dość muskularne. Były to skurcze pragnienia, żądzy pozycji społecznej
i władzy, kierujące nim, odkąd pamiętał.
   

Każdy dzień mógł zmienić prawie wszystko w życiu. Śmierć jak wiatr czy  nawałnica wstrząsają ludźmi jak starym domostwem. Jedynie księżyc przełamuje ciemność i jest szansa na wytchnienie. Tylko nocą, kiedy dom zasnął, chłopiec wychodził na werandę z jabłkiem w dłoni. Nawet dzikie zwierzęta były odważniejsze. Nikt ich nie płoszył, a obraz zapisany w pamięci został zwizualizowany w płótnie obrazu.

Najdelikatniejsze refleksy księżycowej poświaty emanowały z niektórych bladych elementów kompozycji: z plasterków jabłka w dłoni Woody’ego, z jego twarzy, z miękkiej sierści trzech jeleni, z białych kwiatów jabłoni. Nad wszystkim górował ciemny las.

Przeczytana przeze mnie książka Deana Koontza przypomina opisany wyżej obraz. Autor zawsze przyciągał mnie ciepłem uczuć i wrażliwością opisów. Niestety, tym razem Misterium wstrząsnęło mną, ale nie zafascynowało. Tytuł nawiązuje tylko do treści, bo tytuł oryginalny nawet w swobodnym tłumaczeniu bardziej wpisuje się w treść utworu. Powieść spełniła moje oczekiwania i więcej satysfakcji ponad to nie odczuwałem. Po zamknięciu książki pomyślałem, że pan Koontz wyciągnął z „Devoted” z szuflady. Spodziewałem się więcej po pisarzu, który napisał 109 książek. Ten pan już usiadł na laurach. 

Zakup książki sfinansowany przez Księgarnię Gandalf


Muzyka zbliża ludzi.

Tytuł: Ostatnia róża Szanghaju

Tytuł oryginalny: The Last Rose of Shanghai

Autor: Weina Dai Randel

Tłumaczenie: Ewa Ratajczyk

Wydawnictwo: Znak, premiera polska 12.07.2023

Kategoria: literatura obyczajowa

Ilość stron: 480

Moja ocena: 9/10


Nastrojowe dźwięki, ulatujące z dwóch strun erhu, budzą uczucia
i wspomnienia. Za każdym razem, gdy szarpała za strunę, w powietrzu tańczyła melancholia.

Serca i umysły otula pieśń o tęsknocie i miłości.

Muzyka, całe moje życie i moja pasja, stały się dla mnie hymnem wolności i lekarstwem.

Czy miłość wystarczy, żeby zapomnieć się w codziennych działaniach, nie wszystkich prozaicznych…, żeby poddać się miłości. Aiyi zawładnęła myślami i sercem Ernesta.

Miał wrażenie, że dzieląca ich przestrzeń wypełniła się bezgranicznym szczęściem i że połączył ich most utkany z delikatnych niewyśpiewanych dźwięków.

Naturalna przestrzeń dzieliła dwoje młodych, według europejskich kryteriów, ludzi. Co łączyło żydowskiego muzyka i fotografa, uchodźcę,
z Chinką z tradycyjnej rodziny, która stała się bizneswoman? Niekonwencjonalny styl życia i jazz.

Nosiła szatę splendoru i powściągliwości, ale była bardziej autentyczna niż jakakolwiek znana mu kobieta.

Łączyła odwagę poglądów, tradycjonalizm przekonań, nonkonformizm stylu przełamany swobodą. Buddyzm miał w Azji wiele odłamów, ale mama często podkreślała, że jego wyznawcy są zwolennikami pokoju
i sprzeciwiają się wewnętrznym walkom,
bo Świątynię wiary  nosimy
w sercu.  
 

Shao Aiyi, kobieta niezwykła – „Ostatnia róża Szanghaju”.

„Jest w niej miłość, która razi jak piorun; oślepia, lecz otwiera oczy
i pokazuje cały, zupełnie nowy świat”.

I nagle runęło wszystko. Pozorne bezpieczeństwo rozsypało się w pył. Obcokrajowców i rdzennych mieszkańców Szanghaju poraził japoński holocaust.

Podniósł dłoń i z budynku wylał się strumień ludzi z walizkami i opaskami na rękach z literą A, B lub N.

Po latach wróciły wspomnienia i żal wywołany przemilczeniami, niedomówieniami, wstydem. Zostało kilka zdjęć jak wyrzut sumienia. Pamięć jest jak las, zmienia się z porami roku. Rozkwita latem, przysycha jesienią, zamiera zimą, a wiosną gwałtownie budzi się do życia.

„Ostania róża Szanghaju” to powieść napisana przez panią Weina Dai Randel. Ta książka w pełni spełniła moje oczekiwania. Orientalizm ze swoją tradycją, konwenansami, kulturą i wadami podkreśla swobodę emocjonalną i intymną. Piękny opis opowieść o miłości, pożądaniu
i terrorze tradycjonalnym budzi całą gamę uczuć. Współczesny Europejczyk nie zwraca uwagi na niektóre zachowania i przyzwyczajenia, które słusznie mogą razić obcokrajowca. Wstrząsająco poprowadzony wątek historyczny przywodzi na pamięć okupacyjny reżim w Polsce. Wspaniały jazz i muzyczna wrażliwość Autorki urzekają opisami wrażeń słuchaczy. To nie jest przesłodzona opowieść o pięknej miłości, która łamie lody zazdrości i nietolerancji. Gorąco polecam tę barwną jak mandarynki.

Zakup tej książki sfinansowała Księgarnia Gandalf 

Tylko przeżyć to za mało.

 Tytuł: Nocny portret

Tytuł oryginalny: The Night Portrait

Autor: Laura Morelli

Tłumaczenie: Anna Cichowicz

Wydawnictwo: LeTra 24.05.2023

Kategoria: literatura piękna / powieść historyczna

Ilość stron: 400

Moje ocena: 10/10


Nie wystarczy żyć. Trzeba mieć dla czego żyć – motto człowieka spełnionego uczuciowo i intelektualnie. Tworzyć, kochać, budzić wyobraźnię, zostawić po sobie ślad w pamięci i sercach ludzi.

…nie wystarczy realizować powierzone zlecenia. Trzeba realizować własne marzenia i pomysły. Sława bywa ulotna. Laur mistrza, wpisanego do kronik, to jedynie kwestia uznania jego talentu. Leonardo da Vinci nie malował tylko dla usatysfakcjonowania zleceniodawcy. Wszechstronnie utalentowany twórca pragnął zaprezentować władcy swoje nowatorskie rysunki. A wystarczył projekt lutni. Jakież to wydawało się banalne… Gotów był zaproponować władcy swoje projekty maszyn wojennych. Nudziło go spełnianie oczekiwań klienta, choć nie bez znaczenia był materialny zysk. Ostatecznie nikt nie żywi się uznaniem widzów.

Nie mam do tego serca, szczerze przyznaję, ale też nie mam nic przeciwko wynagrodzeniu.

…nie wystarczy powiedzieć kobiecie: Jesteś piękna. Dobrze byłoby uwiecznić jej urodę. Tymczasem Leonardo dostrzegł piękno Cecilii Gallerani. Zaprezentował ją inaczej, niż to było praktykowane. Ukazał urodę modelki i powierzył jej opiece symbol czystości. Tym uszlachetnił młodą damę i taką ją widziano, nie znając opinii matki skoncentrowanej na dobrej opinii córki.

- Ja się nie zgadzam na pozostawienie mojej córki, z tym… z tym małym, nadętym osłem – zrobiła ruch ręką, jakby mierzyła posturę Ludovica il Moro.

…nie wystarczy kogoś podziwiać. Trzeba odkryć w nim piękno niewidoczne z daleka. Obraz Mistrza nie wyidealizował ją, ale uszlachetnił.

Mijają wieki, a uczucia nie dewaluują się. Zbrukana czuła się znana konserwatorka zabytków, gdy przyszło jej przekazać najznamienitsze  dzieła w ręce krakowskiego, nazistowskiego kata. Poczuć jego oddech na własnym karku to koszmar. Edith była zszokowana każdego dnia, gdy odsłaniała pokryte kurzem, wcale nie bitewnym, dobra odebrane prawowitym właścicielom. Tylko szczęśliwcy przeżyli… Po Wielkiej Wojnie został krwawy ślad, który prowadził między innymi do Dachau. Kiedy szczęścia potrzeba, żeby przeżyć, warto zachować coś dla potomnych.

Te wagony. Te wynędzniałe ciała pozbawione wszystkiego – godności, miejsca w społeczeństwie, dobytku, tożsamości.

…nie wystarczy tęsknić. O miłość trzeba dbać, żeby pomogła przetrwać. Jedynie pamięć nadawała sens życiu Dominica. Na każdym skrawku papieru rysował wizerunek ukochanej żony.

Często myślał, żeby narysować pejzaż albo martwą naturę, ale co wieczór kończyło się na szkicowaniu linii jej włosów i kształtów jej ciała.

Pani Laura Morelli oddała w ręce czytelników „Nocny portret”, malowany żywymi barwami emocji. Detale, widziane z perspektywy, wyeksponowane na tle ciemnego obrazu historii, niezwykle wyraźne atakują naszą wyobraźnię. Nazizm przede wszystkim kojarzy się
z dehumanizacją, żądzą władzy i majątku. Niejeden drapieżny jastrząb
w czarnym mundurze polował na swoje ofiary. „Nocny portret” nie jest dokumentem, ale dzięki bardzo bogatej wyobraźni Autorki niecierpliwie odkrywałem kolejne fragmenty tego utworu. Gorąco polecam dzieje ludzi i artefaktów, które bardzo umiejętnie łączą wydarzenia na przestrzeni pięciu wieków.

Z egzemplarz książki dziękuję bardzo Wydawnictwu LeTra