Niespokojna kuracja sanatoryjna

Tytuł: Śledztwo w sanatorium

Autorka: MArgota Kott

Wydawnictwo: Ezooneir 2024

Kategoria: kryminał

Ilość stron: 254

Moja ocena: 8/10

Dom, praca, zakupy. Szara codzienność, trochę zmienna. Emeryci bardziej samotni, spoglądają przez okno, czekając na jakąkolwiek niespodziankę. Czasem spotkanie z przyjaciółmi jest jak święto. Rzadkie i wątpliwe atrakcje to wizyty u lekarzy. A wszystko ograniczone dolegliwościami, nudą – szare jak mgła. Coś trzeba zrobić, zmienić, wyciągnąć szatki z szafy pełnej wspomnień. Drobiazg może rozruszać wyobraźnię i sztywne stawy.

Czasami życie przypomina podróż małą łódeczką po wzburzonym oceanie.

Walizka już jest wyciągnięta z pawlacza. Garderoba odświeżona. Bilet do uzdrowiskowego kurortu leży przygotowany. Żeby tylko pozytywne emocje ubarwiały dzień… Każdy lubi sensacje, ale umiarkowane.

Czasem jednak wystarczy zaledwie kropelka, by wywołać burzę
w szklance wody.

Trzynastka na drzwiach pokoju nie może okazać się pechowa… Kto by wierzył w przesądy? W środku na Ewę czekała Ela, fantastyczna od pierwszego spojrzenia. Ten błysk w oku i filuterny uśmiech bardzo obiecujący. Świat należy do kobiet!

Ona lubiła się przeglądać w zwierciadłach męskich oczu. Codziennie.

Warto wyruszyć na podbój męskich serc, czyli miejscowej mniejszości etnicznej. Naturalny, taneczny wdzięk w uroczej oprawie jest gwarancją wymarzonej rehabilitacji.

Miało się wrażenie, jakby czyjeś ciepłe ręce otulały i głaskały całe ciało.

A to przecież tylko kąpiel solankowa… Później dopiero będzie się działo… Ostatecznie kobieta jest jak piękne dzieło sztuki w odpowiedniej ramie. Zabawa zaczyna się, kiedy dwie przyjaciółki zaczynają być do siebie szczegółowo podobne. Trzeba o nie dbać, a nie narażać na niebezpieczeństwa.

Zawistni ludzie śledzą każdy nierozważny krok. Uwielbiają plotki i lubią tę upojną woń skandalu. Dobrze, że kamień rozbił tę głowę, a nie inną. Niech się dzieje, co chce, byle obok mnie. To Taki psychologiczny wentyl bezpieczeństwa.

Na szczęście w pobliżu czuwa przystojny, rozsądny, bystry
i spostrzegawczy Zbigniew Doberman. Samozwańczy Anioł bez skrzydeł.

Nawet w spokojnym mieście w ludzkich głowach budzą się demony,
o czym przekonała mnie pani Margota Kott. Jej powieść to barwna, sensacyjna opowieść, doskonała na wieczorny relaks. Autorka postarała się o to, by nie budzić niesmaku koszmarnymi obrazami. „Śledztwo
w sanatorium”, zaprezentowane w romantycznej oprawie, daje wiele powodów do satysfakcji. Doskonale przygotowana merytoryczna warstwa powieści wzbudziła moje uznanie. Gorąco zapraszam wszystkich, a szczególnie młodych czytelników, do śledzenia tej
i kolejnych atrakcji Sanatoryjnego Klubu Miłośników Sensacji.
 

Za egzemplarz książki z dedykacją dziękuję bardzo
Autorce, pani Margotcie Kott.

Warszawskie nowe tango

 Tytuł: Ostatnie tango

Autor: Piotr C.

Wydawnictwo: Novae Res 15.02.2024

Kategoria: literatura obyczajowa

Ilość stron: 296

Moja ocen: 9/10



Upadek na kastet jest pechowy. Gorsze od tego może być zamknięcie
w celi z żądnymi wrażeń osadzonymi. Trzeba walczyć o dominację, nawet kiedy fetor zatyka nos, a tył jest niezabezpieczony. Myśli tłuką się po łbie jak szalone i pozostaje odliczać dni do śmierci.

1514 dni to szmat czasu. Jak je przeżyć, kiedy wszystko traci sens?

Bez względu na to, z kim i jak obudzi się facet, musi mieć trwałe zasady:

Duma.
Poczucie siły.
Charakter.

Ciula można udawać, ale tylko frajer da się na to złapać. Prostak nie wie, po co potrzebny jest kobiecie dobry fryzjer, jak się je homara i o czym mówi holenderski DJ.

Drwalu przed pójściem za kraty był Kimś, który mógł wszystko.

Po powrocie okazało się, ze tak naprawdę nie wiem, kim jestem.
W zaparowanym lustrze odbija się Posiwiały buldog z męskim klimakterium.

Zza kiery świat wygląda inaczej. Przeciętnego złotówę nie stać na to, żeby podarować lasce kurs. Zamieniłem się nagle w księcia z bajki?
A może w gwiazdę Tik Toka?

A niech tam! Raz, nie zawsze. Z kolegami można uczcić każdy dobry gest.

Stukamy się plastikowymi kubkami.
- Za co pijemy? – pytam.
- Za nas. Za lordów. Za panów świata. Za złotówy tego miasta – mówi Boczek.

Wszystko schodzi na psy. A przecież można postępować inaczej. Z klasą. Z szacunkiem dla kobiet. Elegancko.

A co było złego w tym, że facet otwiera kobiecie drzwi do samochodu
i podaje płaszcz?

Ostatecznie różnych pasażerów wozi się w gablocie. Czasem damę, czasem awanturnicę. W bagażniku zmieszczą się zarzygani gnoje, którym zapachniała czyjaś kasa, dragi, prochy. Życie jest pełne niespodzianek.

 Kiedy były pies, a jeszcze wciąż przyjaciel Rafix, w porę upomni za błędy, wyjście jest już tylko jedno? Samobój?

Patrzę tępo w przestrzeń.
To co? Może dzisiaj?
Taki piękny wieczór na umieranie. Tak pięknie zachodzi słońce.

A może jednak lepiej pójść w „Ostatnie tango” w Warszawie?

Bo Starość nadchodzi, kiedy już nie rozumiesz świata, który cię otacza. Starość nadchodzi, kiedy już nie potrafisz kochać.

W (przed) Ostatnie tango wyruszyłem z Piotrem C. Na długo zostanie mi w pamięci facet jak sałatka warzywny: skomplikowany jak przypadkowe smaki, jeszcze niepowiązane, ale obiecujące. Barwny, choć niezupełnie strawny. Nadmiernie przesolony, a czasem pieprzy bez umiaru. Zapewniam was, że warto przesiąść się ze skody do subaru, choć do maserati jeszcze daleko. Taka jest książka „Ostatnie tango” i jej bohaterowie. Ja lubię nowe wyzwania literackie, a wy weźcie ze mnie przykład.

Za egzemplarz książki dziękuję bardzo Wydawnictwu Novae Res

Głębia wody, mielizna uczuciowa.

 Tytuł: Skarpetka w antyramie

Autor: Marian Derdo

Wydawnictwo: Novae Res 16.10.2023

Kategoria: powieść obyczajowa

Ilość stron: 190

Moja ocena: 8/10


Jedna mądra małpka, przemyślnie schowana w nogawce, zasłania oczy, żeby nie wszystko widzieć. Druga, już pusta, obijała się o żebra Roberta, schowana do kieszeni marynarki. Może jedna z nich miała wpływ na działania tego faceta…

Kiedy jedno niebo miga nad głową, a drugie topi się w… wodzie, szalone pomysły mogą pojawić się w głowie. Do czego doprowadzą myśli dopiero  zebrane, a jeszcze nieuporządkowane? Do ucieczki w ciemność?

Czy można uniknąć przeznaczenia?

Czy to był bieg ku zatraceniu, czy tylko ułańska fantazja, która przypadkiem nieszczęśliwie się zakończyła?

A przecież nie ma przypadków. Częściej życiem człowieka kierują decyzje, czasem niezbyt rozsądne.

Kiedy Marek zobaczył swojego przyjaciela, pędzącego na koniec orłowskiego mola, nie dostrzegł rozpaczy.

Wtedy w jego twarzy widać dziką radość, w ruchach zwierzęcą energię, a w oczach, choć ledwie widocznych, decyzję, już podjętą, a więc prawie dokonaną.

Kiedy dorosły facet przeskakuje przez barierkę, na co liczy? Na to, że głębia uczuć ustatkuje się? A może głębia wody miała schłodzić gorącą głowę? Jeśli dojrzały mężczyzna nie liczy się konsekwencjami działań, to czego można się po nim spodziewać?

Jeżeli facet nie bierze pod uwagę emocji i uczuć innych ludzi, to nie jest rozsądny. Zmuszenie zszokowanego strażnika do brodzenia w mętnej od wodorostów wodzie, zakrawa na szczeniacki dowcip. Oskarżanie kobiet
o generalną niewrażliwość ociera się o szowinizm. Twierdzenie, że odkrycie grawitacji ziemskiej było chwytem marketingowym, kojarzy się z cynizmem. Czy ktoś pozornie bliski potrafi zrozumieć motywację desperata?

Jak brzmi wyznanie twardziela, który potrafił sterować łodzią, a płynął na mielizny uczuciowe? Łatwo siedzieć przed sercoodporną szybą monitora.

To właśnie ta szyba działa na mnie jak wyciskacz łez, bo stanowi brutalne urzeczywistnienie nieosiągalności. Dlatego właśnie płaczę wszędzie… Biedaczek w krótkich spodenkach…

Podobno każdy człowiek ma dwa wilki: białego i czarnego. „, Dzieciak” hoduje koszatkę, nieśmiałe zwierzątko.

Z reguły jest schowane gdzieś głęboko, boi się świata i rzadko wychodzi z ukrycia. Jest bardzo delikatne, a swoje gniazdo buduje z naszych emocji, z naszej wrażliwości, z tego… co w nas najlepsze.

Najlepsze w powieści „Skarpetka w antyramie” jest opisanie pozornie dorosłego mężczyzny. Taki facet ma w sobie coś z szalonego naukowca: eksperymentuje na żywych organizmach. W książce, którą bardzo umiejętnie napisał pan Marian Derdo, bardzo spodobało mi się określenie faceta jako głonda. Nie musicie zgadywać, co to za twór naturalny. Wystarczy przeczytać tę książkę. Co prawda przypomina ona trochę zmiany atmosferyczne: pioruny ze spokojnego nieba, potem nawałnicę, a w końcu słońce po burzy. Po tej lekturze o dwóch stwierdzeniach mogę was zapewnić: nie każdy przyjaciel zasługuje na to zaszczytne miano;
a drugie: ten Autor potrafi bardzo dobrze pisać. Jeśli bohater powieści denerwuje mnie, to znaczy, że nie jest „papierowy”.

Za egzemplarz ksiązki dziękuję bardzo Wydawnictwu Novae Res

Smak kandyzowanych kwiatów i miłości.

Tytuł: Kucharka Fridy

Tytuł oryginalny: La cocinera de Frida

Autorka: Florencia Etcheves

Tłumaczenie: Dagmara Magryta

Wydawnictwo: LeTra 2023

Kategoria: literatura obyczajowa

Ilość stron: 480

Moja ocena: 10/10


Najgłębsza, choć zmienna jak ocean, jest miłość. Ukryte na dnie muszle skrywają w swoich wnętrzach życie. Żeby sięgnąć po ten skarb, warto ryzykować wciąż i od nowa.

Ale malarka nie przejmowała się tym, miłość wydawała się jej wystarczająco dobrym powodem niepowodzenia.

Frida Kahlo otwarta na życie, wykorzystywała swój kunszt. Pokazywała widzom kolory życia i wyobraźni. Stworzyła swój drugi wizerunek, wolny od bólu. Wiedziała, jaką chce być, i jaką pokazywać się. Barwny strój
z ulubionym fioletem skutecznie krył jej ograniczenia.

Ona, która samą siebie przekształciła w dzieło sztuki. Która wymyśliła siebie na nowo, by się uratować.

Figuratywne malarstwo Fridy jest niepokojące i sugestywne. Grejfrutowi i pomarańczy brakuje skromności i elegancji, ale już jabłko jest z natury kuszące. Ta kobieta smakowała potrawy i życie.

Wszystkie seksualne instynkty mieściły się w pragnącym ciele Fridy. Ona nie kochała, ona pożerała.

Nayeli, jej kucharka i przyjaciółka, początkowo nie potrafiła czytać
i pisać, ale czarowała smakami i zapachami. W garnku potrafiła zamknąć kulinarny sekret Meksyku.

Dobre jedzenie to mieszanka zmysłów, z których żaden nie może zostać pominięty.

W pracowni artystki szokowały nie tylko perfumy od Elsy Schiaparelli, ale i autoportrety, gdzie dwa serca lub dwie twarze były niczym artystyczny podpis autorki. Stamtąd w swój intymny świat murali uciekał Diego Rivera.

Założył skórzane buty i trzema precyzyjnymi ruchami wspiął się na rusztowanie, jak ranne zwierzę, które szuka schronienia w jaskini.

Był ten życiowy artysta nicponiem i ropuchą, jak go nazywała Frida. Nie przeszkadzało to Nayelii zachwycać się nim. Swoją żelazną zasadę przekazała kobietom w następnych pokoleniach: Utrzymywała, że wychowanie jest w rękach tego, kto gotuje jedzenie, które trafia do twojego żołądka

Młoda i piękna mistrzyni kuchni nie tylko została w pamięci ludzi, ale i na obrazie, dla którego warto było zabić. Zasłuchani w rytm tanga „Desencuentro”, czekający pod drzwiami na wytęsknionych gości, pomyślcie o tych, którzy już odeszli i fizycznie nie wrócą.

Mieszkają w miejscu bardzo podobnym do naszego, więc musimy na nich czekać z jedzeniem, muzyką i aromatami.

Opowieść o „Kucharce Fridy” jest fascynująca i niepokojąca. Niektóre cytaty snuły mi się w podświadomości przez dłuższy czas. Przepowiednia o tym, że ktoś umrze jak syreny, lub wizja kryształowych ludzi, są niezapomniane. Podziwiam malarstwo Fridy Kahlo i uwielbiam smakować jedzenie. To wszystko odnalazłem w odpowiednich dawkach, w powieści pani Florencii Etcheves. Wysmakowana proza ułatwia wyobrażenie sobie obrazów. Jestem pełen uznania dla Autorki, której książkę gorąco polecam.

Za egzemplarz książki dziękuję bardzo Wydawnictwu LeTra 

Błogosławiony nastolatek

 Tytuł: Tajemnica mojego syna. Dlaczego Carlo Acutis jest uznawany za świętegp.

Tytuł oryginalny: Il segreto di mio figlio.

Autorzy: Antonia Salzano Acutis i Paolo Rodari

Tłumaczenie: Anna Gogolin

Kategoria: Religia i teologia / biografia

Ilość stron: 366

Moja ocena: 9/10


Na twarzy dziecka wszystkie emocje są łatwiej zauważalne. Smutek, zachwyt, żal, radość.

Nawet zwykły uśmiech, z pozoru niewiele znaczący, może głęboko poruszyć osobę, którą nim witamy.

Z oddalenia łatwiej dostrzec człowieka dźwigającego swoje niedoskonałości, piętno odrzucenia, bezdomności. Z bliska widać zamyślenie w oczach, spokój oczekiwania na akceptację, miłość, spełnienie marzenia. Zamyślony i ufny Carlo codziennie stawał przed ikonami.

Dla niego to nie były malowidła: nie stanowiły portretu realnych postaci, lecz coś w rodzaju okna, przez które oglądający może wejrzeć 
w duchowy świat.

Świat teraźniejszy niestety często jest ponury, czekający na pojawienie się wrażliwego człowieka. To swoista pustynia beznadziei.

Jest wiele rodzajów pustyni. Istnieje pustynia ubóstwa, pustynia głodu
i pragnienia, pustynia opuszczenia, samotności, zniszczonej miłości.

Po ulicach, wśród ludzi obojętnych na cierpienie, często ukradkiem jak duchy, poruszają się nędzarze bez domu, bez jedzenia, bez sił, pomocy
i bez nadziei. Takimi widział ich chłopiec z Bogiem w sercu – Carlo Acutis.

Mój syn mawiał, że zamiast uskarżać się na swój los, powinniśmy pamiętać o tych, którym wiedzie się znacznie gorzej, przede wszystkim o męczennikach, którzy dali świadectwo wiarą i uczynkiem, stając się „żywą Ewangelią”.

Codziennie Carlo tkał swoją milczącą siatkę przyjaźni. On kochał ludzi „niewidocznych”, kalekich, zagubionych, szukających drogi do serca Matki Bożej.

Siostra Łucja nazwała kiedyś Niepokalane Serce Maryi „bezpiecznym portem dla wszystkich rozbitków tego świata”.

Kiedy Carlo przed tabernakulum adorował Chrystusa, wyznawał mu swoją miłość. Zapraszał Go do siebie mówiąc: Rozgość się, Jezu! Poczuj się jak w domu!. Domu, którego szukała Święta Rodzina.

Niezamożna piętnastoletnia dziewczyna i biedny cieśla stali się rodzicami Boga, który wybrał ubóstwo, a nie przepych. Carlo też miał piętnaście lat, kiedy zmarł.

Dopóki żył, wykorzystywał swoje pokłady mAcutisiłości do ludzi i talenty.

Carlo nie dbał o rzeczy doczesne; był jak powiedzielibyśmy dzisiaj, prawdziwym i przekonującym influencerem Boga.

Antonia Salzano Acutis, mama Carla, odsłoniła przed nami tajemnicę swojego syna. Ja odebrałem tę książkę po prostu jako opowieść
o wspaniałym chłopaku. Antonia Salzano Acutis i Paolo Rodari przedstawili nam wspomnienia, opinie różnych osób. O jego modlitewnym wstawiennictwie i cudach zapewne będzie można przeczytać jeszcze w wielu biografiach. Bardzo poruszyła mnie opowieść o tym niezwykłym nastolatku. Charakter, wrażliwość i pobożność sprawiły, że dawał siebie innym ludziom w imię miłości. Pamiętajmy, że wszyscy święci i błogosławieni byli kiedyśpo prostu wyjątkowymi ludźmi, którzy w pewnym okresie życia osiągnęli doskonałość. „Tajemnica mojego syna. Dlaczego Carlo Acutis jest uznawany za świętego” to biograficzna opowieść o chłopcu, który przed swoją rychłą śmiercią starał się czynić jak najwięcej dobra. Nie odniosłem wrażenia, że chciał pospieszyć się przed śmiercią. Gorąco polecam tę książkę, a na koniec zostawiłem cytat ze wspomnianej w treści książki autorstwa Richarda Bacha „Mewa”:

To nie latanie, lecz jedzenie ma dla nich największe znaczenie.

Za egzemplarz książki dziękuję bardzo Wydawnictwu Esprit

Rodzinne geny

 Tytuł: Maria Jolanta Wilczurówna

Autor: Katarzyna Echt

Wydawnictwo: Novae Res, 12.12.2023

Kategoria: literatura obyczajowa

Ilość stron: 212

Moja ocena 8/10


Nikt w Radoliszkach nie zapomniał podziwianego uzdrowiciela, ale
i większość ludzi nie wierzyła w jego powrót. Co by miał robić na prowincji sławny profesor? A przecież nie ma największego znaczenia nazwisko, ale jego wrażliwe serce i doskonale sprawne ręce. Wykorzystując swoje niebywałe umiejętności, Antoni Kosiba czynił prawie cuda. Chromych stawiał na nogi, a ciężko zranionych od śmierci ratował.

Zoni serce szybciej w piersi biło, kiedy zobaczyła, jak Ludzie gratulują, kobiety ocierają łzy z oczu, a chłopy wołają, że teraz jak wrócił znachor, wszystko będzie dobrze. Przecież i matka, i jej nowo narodzone dziecko uratowani zostali.

Sens działań lekarza stał się motywacją dla ludzi, dla których praca
z chorymi męczącą była. Nawet dawny oskarżyciel znachora jakby łagodniał, odnalazł swoje powołanie. Przestały go irytować prostackie maniery pacjentów, zaczął rozumieć powody, dla których prości ludzie tak uwielbiali Wilczura.

Charyzma profesora rozpalała iskrę pasji u młodych ludzi. Jego ukochana córka Marysia postanowiła zostać lekarzem, a upewniła się
w tym, kiedy podniosła na duchu zapłakaną Monikę. Wyglądasz pięknie, jak Madonna z dzieciątkiem – rzuciła przez ramię, wychodząc z sali. Czemu winne było dziecko, lekkomyślnie prawie odrzucone przez rodzicielkę?

Były też i młode niewiasty bez tytułu, posagu i wiedzy, które wolały być nieszanowane i lekceważone, ale niezmęczone.

- Mam nadzieję, że uświadomisz matko, swojej córce, co oznacza uzależnienie od drugiego człowieka.

Czasem takie zniewolenie emocjonalne kończyło się dopiero po śmierci tyrana. Szczególne wyznanie uczyniła szczęśliwa wdowa: Tylko ja znam całą prawdę o moim małżeństwie. Nigdy więcej ten człowiek nie będzie mnie poniżał. Żyłam bez miłości, bez serdecznego słowa, bez pomocy
w trudnych chwilach.

Marysia Wilczurówna przypomniała sytuacje, kiedy potrzebowała słodkiej pociechy: Moja mama powtarzała, że na zmartwienia najlepsze są kremówki i gorąca czekolada. Kiedy zakochany Leszek Czyński po raz drugi został przyjęty jak narzeczony, usłyszał toast: - Za miłość, która wszystko wybaczy – dodał szczęśliwy ojciec.

Wierzyć trzeba, że Miłość ci wszystko wybaczy, nawet przeklęta, okrutna i zła, jak śpiewała Hanka Ordonówna. Niestety znak czasu odbił się mrocznym piętnem na literaturze klasycznej. Parafilia rzuca cień na wzniosłe uczucia. Dobrze się stało, że pani Katarzyna Echt podkreśliła aspekt duchowy pożądania, a nie jedynie fizyczny. Wyższość szlachetnych cech i lotność chwalebnych ambicji dominuje w opowieści
o losach Marysi Wilczurówny. Medycyna na szczęście nie była tylko przywilejem mężczyzn. Wątek sensacyjny wzmocnił koloryt fabuły. Barwna charakterystyka bohaterów jest potężną zaletą powieści, którą Wam polecam. „Maria Jolanta Wilczurówna” to urocza i dynamiczna powieść, której przydał się powiew współczesnej literatury.

Za egzemplarz książki dziękuję bardzo Wydawnictwu Novae Res

Życie i uzdrowienie cudami są.

Tytuł: Śledztwo w sprawie cudów. Poszukiwanie prawdy o najbardziej
         zdumiewających wydarzeniach.

Autor: Adam Blai

Tytuł oryginalny: The Catholic Guide to Miracles.

Tłumaczenie: Agnieszka Rasztawicka-Szponar

Wydawnictwo: Esprit, 6.09.2023

Kategoria: Religie i religioznawstwo

Ilość stron: 224

Moja ocena: 9/10


Czasem rozgoryczeni żalimy się, mówiąc, że starość się nie udała Panu Bogu. A może to my sami stwarzamy stwórcy problemy? Naturalnie niedoskonali pragniemy łatwego życia.

A Bóg Nie mówił o łatwym życiu, nie obiecywał dobrobytu i zadowolenia.

Co robimy, żeby odmienić nas los, bo przecież nie odmłodzimy się fizycznie?

Nie możemy siedzieć i czekać, że otrzymamy niebo, musimy się zmagać i brać udział w dobrej walce.

Kiedy byłem hospitalizowany przez długi okres czasu, spotkałem
w szpitalu osobę niezwykłą. Zawsze miała pogodne spojrzenie, dobroduszny błysk w oku i czas dla pacjentów. Większość ludzi gdziekolwiek zapytanych, czy widzieli Jezusa w spotkanym człowieku, odpowiada, że nie. Ja wtedy dostrzegłem mojego Mistrza w osobie pani Jadzi, salowej.
Kiedyś siedmioletni chłopiec, cudownie wybudzony ze śpiączki, wyznał, że z pewnej odległości zobaczył przy swoim łóżku pochylonego zakonnika. Sprowadzony siłą modlitwy, ojciec Pio wyszeptał do jego ucha: Matteo, nie martw się, wkrótce będziesz zdrowy.

Chorzy nie oczekują naszego współczucia, łez i litości. Oni potrzebują wsparcia i zrozumienia. Czują się samotni, znosząc ból. Kto mógł  głębiej zrozumieć ból Chrystusa ukrzyżowanego, niż stygmatycy… Oto wyznanie pewnej współcierpiącej kobiety:

Jezus był taki samotny na krzyżu. Widząc, ilu uczniów go opuściło, czuł, że stracił przyjaciół. To najbardziej go bolało.

Spektakularne cuda takie, jak natychmiastowe i trwałe uzdrowienie, czy lewitowanie, wzbudzały zachwyt i przyrost wiary. Trudno wyobrazić sobie realne egzorcyzmy, które naprawdę się zdarzają.

Nie wolno ulegać oszustom, oszołomom. Oni nie znają naszych doświadczeń, problemów, dolegliwości. Te sekrety wyciągną od nas dzięki sile sugestii. Pokazy fałszywego hipnotyzera mogą budzić fascynację. Kupujcie dzieciom przydatne scrabble, a nie perfidnie podsuwane tablice oujia. Spirytzm, wróżbiarstwo to przesądy, podobne do  innych sztuczek okultystycznych.

Adam Blai jest katolickim eskpertem teologicznym. W swojej książce „Śledztwa w sprawie cudów. Poszukiwanie prawdy o najbardziej zdumiewających wydarzeniach” wyjaśnia wiele sytuacji. Wspomina osoby błogosławione i świętych, którzy wstawiają się za nami u Boga. Ostrzega przed wszelkimi oszustami. Wyjaśnia rolę aniołów i usilne działania demonów. To nie jest książka fabularna, ale też nie zastąpi ona poznawania Katechizmu. Warto umieć oddzielić prawdę wiary od sztuczek manipulantów, którzy mogą doprowadzić do ruiny finansowej
i rodzinnej separacji. Zapewniam was, że 220 stron nie zmęczy czytelników. Poznawajmy świat nie tylko z perspektywy przyziemnej. Gorąco zachęcam do tej lektury.

Za egzemplarz książki dziękuję bardzo Wydawnictwu Esprit