Tytuł: Tajemnica pod jemiołą
Tytuł oryginału: The Mistletoe Secret
Autor: Richard Paul Evans
Tłumaczenie: Hanna de Broekere

Wydawnictwo: Znak Literanova 2018
Kategoria: beletrystyka
Liczba stron: 286
Moja ocena: 8/10

Cześć Alex! Przez kilkanaście godzin mówiłeś mi o sobie, więc teraz czas na moje odpowiedzi. Z wysokości barowego stołka oglądałeś rufy pięknych statków, a nie zauważyłeś swojego jachtu opuszczającego przystań.



Jak Mały książę szukałeś w blogosferze tej jedynej wymarzonej kobiety. Nie widziałeś w realnym świecie promienia słońca, który wskazywał ci ścieżkę do LBH. Nikt ci ne musiał mówić, że jesteś ślepy i głupi, bo sam do tego doszedłeś. Szkoda tylko, że po drodze raniłeś innych. Lepiej byłoby, gdyby "palec opatrzności" popukał cię i popchnął we właściwym kierunku.  Może lepszy byłby samochód na autopilocie?

"To tak jak przyjechać do salonu samochodowego po upatrzony model,
a na miejscu zobaczyć auto, o którego istnieniu nie miało się pojęcia"


Pan Evans postanowił zamknąć trylogię spod znaku jemioły. Zrobił to
w niezmiennie bardzo dobrym stylu. Główny bohater "Tajemnicy po jemiołą" denerwował mnie, co znaczy, że wydawał się być osobą realną. Kobiety sportretowane w tej powieści na szczęście nie były wiotkimi, eterycznymi nimfami. Klimat zblizających się Świąt Bożego Narodzenia podkreślała sceneria gospody, zasp i ośnieżonych gór. Kanon D-dur Pachelbela to też muzyka idealna do takiej historii. Autor zręcznie wplótł w treśc ciekawe, klasyczne cytaty. 




Polecam tę książkę jako bardzo dobry prezent pod choinkę. Książka nie przeraża obrazami znad krawędzi urwiska, nie wyciska łez i uprzyjemni czas relaksu. 


Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova
Tytuł: W cieniu Pałacu Zimowego
Tytuł oryginału: The House of Special Purpose
Autor: John Boyne

Tłumaczenie: Joanna Puchalska
Wydawnictwo: Świat Książki 2014
Kategoria: literatura piękna
Liczba stron: 399
Moja ocena: 10/10

Chciałbym dziś napisać Wam o emocjach, które przyśpieszają puls, pobudzają serce, wzmagają wrażliwość i budzą wyobraźnę. Łatwiej to zrobić przy muzyce, ale czyjej? Oczywiście Czajkowskiego!



Życie jest jak muzyka - czasem zaskakuje dynamicznym tempem; kiedy indziej brzmi umiarkowanie zgodnie z pragnieniami duszy. Kiedy już wydaje się, że wszystko będzie dobrze, los serwuje nam niespodzianki. Dopiero w finale pojawia sie refleksja: To już koniec? Dlaczego nastąpił tak szybko?

Tak potoczyły się dzieje Georgija Jachmieniewa. Niespodziewanie wyrwany z rodzinnej wsi zabitej deskami znalazł się w Petersburgu,
w Pałacu Zimowym w obliczu carskiej rodziny. Nagle wszystko wokół niego zawirowało jak suche liście jesienią - oszołomienie, obawy, bezwzględne posłuszeństwo, obojętność otoczenia, miłość, pożądanie.
W sercu zamigotały też wyrzuty sumienia, ale wygoda łóżka, piękny mundur i sycące posiłki przegnały chmury znad czoła. Na krótko, bo nastał czas rewolucji.


"Do tej pory - o naiwności! - życie było dla mnie niczym grządka wiosennych tulipanów, lada moment mająca ożyć eksplozją kolorów,
a tymczasem niepostrzeżenie stało się raczej jak krzaki jesiennych róż, których liście zaczynają czernieć i więdnąć, i pozostaje juz tylko oczekiwanie na ostateczny rozkład, który przynosi zima"


Została tylko miłość dojrzewająca, hartująca się w codzienności, gaszona cierpieniem i troskami. Już nie było obok siebie Georgija i Zoji. Teraz już byli GeorgijZoja - elegancki mężczyzna pracujący wśród książek i piękna kobieta, której uroda nie zszarzała w kurzu wielkich miast.

"Oboje pogrążyliśmy się w myślach i wspomnieniach, doskonale wiedząc, że długi szczęśliwy związek nie potrzebuje ciągłego gadania"



Ciekawi jesteście realiów? Prosze bardzo. John Boyne fascynująco opisał zycie "W cieniu Pałacu Zimowego", wplatając w fabułę swojej opowieści wydarzenia prawie współczesne. Wielki finał tej historii miał miejsce przed niespełna czterdziestu laty. Jestem zauroczony tą powieścią. Ukazano tu carski dwór bez nadmiaru złoceń i przepychu. Wszechobecny szalony mnich, czarna eminencja dworu, "wiejski mużyk" szokuje
i bulwersuje. Młody carewicz lgnie do swojego opiekuna jak do starszego brata. Krótko mówiąc: Nie można pominąć tę książkę, którą napisał autor "Chłopca wpasiastej piżamie".





Tytuł: Byle dalej Pod stopami słońca Motocyklami po bezdrożach Azji
Autorzy: Marta Owczarek, Bartek Skowroński
Wydawnictwo: Świat Książki 2016
Kategoria: podróże
Liczba stron: 360
Moja ocena: 10/10

Czy można odbyć bardziej dynamiczną podróż na lądzie, niż wyprawa motocyklem? Kiedy siadam na siodełku, przede mną obiecująca droga niekoniecznie komfortowa, a pod siedzeniem wibruje DR-ka. Tak zaczyna się fascynująca podróż. Busola marzeń skierowana na Dach Świata - Pamir. W drogę!




Po przejechaniu przez Karelię, gdzie Finowie dumni ze swojego prawa do swobodnego poruszania po całym kraju, umieścili rosyjskie napisy
o "zakazie wjazdu obcych samochodów", czekają liczne niespodzianki. Przy drodze można zrobić zakupy w sklepie, gdzie sprzedawczyni obliczy należność na liczydle. Spotkani przyjaźnie nastawieni gospodarze przy filiżance czaju uprzedzają, że tylko u nich jest spokojnie i bezpiecznie. Dopiero za granicą czyhają ci źli Rosjanie, wyzyskiwacze i cwaniacy. Podobne uwagi wygłaszane są w kolejnych państwach na trasie. Oczywiście często padają pytania o cel i sens wyprawy:

"Ale co z tego będziecie mieli? Kto wam płaci? Jakie macie zadania?"

Podróżującego motocyklem Europejczyka mogą zaskoczyć plagi owadów. nagłe pojawienie się chmar maszkary, szarańczy czy baboczków, które jak skrzydlata śnieżyca fruwają utrudniając widoczność.
 

Zadziwiające są kontrasty wstydliwie skrywanej biedy, zrujnowanych klasztorów i zakładów przemysłowych z miejskimi budynkami
w zachodnim stylu. Większość dzieci marzy jedynie o prezentach od Dziadka Mroza mieszkającego w Wielkim Ustiugu, gdzie tylko dla zamożnych dzieci otwiera swoje podwoje lunapark.


Olśniewające swoim urokiem miasta Jedwabnego Szlaku często ożywiają jedynie duchy przeszłości. Cieszą oczy wspaniałe pejzaże: góry odbijające się w wodzie akwenów; jurty, porzucone muzułmańskie cmentarze; pola "białego złota" - bawełny. Wbrew zapewnieniom króla polskiego reportażu Ryszarda  Kapuścińskiego, Kirgizi niechętnie schodzą z koni, pasących się na żyznych łąkach.

Utrudzeni wędrowcy mogą odpocząć w ciepłych źródłach, przydomowych saunach gościnnych tubylców, ogrzać się nad ogniem piekielnym na pustyni
Kara-kum w Turkmenistanie. Niewybredni i ceniący wygodę turyści mogą odpocząć na tapczanach
w herbaciarni w Samarkandzie. Trzeba tylko pamiętać
o dolarach, które są niezbędne w wielu sytuacjach.


Marta Owczarek z pasją i wnikliwością opisała historię odwiedzonych miejsc, nie zapominając o polonicach, a ciekawostki bogato udokumentowała fotografiami.
Bartek Skowroński opracował marszrutę, wspierał partnerkę
 w czynnościach gospodarczych i dbał o stronę techniczną przedsięwzięcia. Gorąco polecam ten arcyciekawy dziennik podróży po europie i Azji. 
   



Tytuł: Flirtując z życiem
Autorzy: Danuta Stenka & Łukasz Maciejewski
Wydawnictwo: Znak Literanova 2018
Kategoria:rozmowy
Liczba stron: 380
Moja ocena: 10/10

Panie i Panowie, proszę o uwagę! Przed Wami Danuta Stenka
w rozmowie z Łukaszem Maciejewskim. Uśmiech tej Pani nie pozostawia wątpliwości, że można cieszyć się każdą dobrą chwilą, "Flirtując
z życiem".





"Stenka to światło, Stenka to uśmiech, klasa i talent"

Pani Danuta zauważa światło rozpraszające mroki niepewności, rozkwita w smudze światła i dostrzega je w ludziach. Przekazuje nam słowa, przemawia głosem bez słów i milczy. Swoje kreacje prezentuje na scenicznych deskach, na kinowym ekranie, w zaciszu naszych mieszkań
i przesyła falami radiowymi oraz za pomocą nośników elektronicznych. Debiut tej aktorki został od razu dostrzeżony. Jej świeżość i wdzięk idealnie oddaje dowcipna wypowiedź:



"Danusia to przepiórka, która nadleciała z kaszubskiej łąki"

Pani Stenka jest główne aktorką dramatyczną, ktora z równym powodzeniem grała w przedstawieniach konwencjonalnych twórców
i awangardowych reżyserów, a także w etiudach studenckich. Jej wyczucie intuicja pozostawiły niezatarte wrażenie nawet w sytacjach, kiedy pojedyncze sceny męczyły naszą gwiazdę i czuła niedosyt swoich umiejętności warsztatowych. Przyznaje się do porażek i wspomina swoją wzorcową tearalną katastrofę, kiedy jako Lady Makbet partnerowała Rosjaninowi zapamiętanemu dzięki roli Bohuna w Ogniem i mieczem.


Zaskakiwała swoimi metamorfozami scenicznymi tak ewidentnymi, że nie poznawali Jej koledzy aktorzy. Jest w stanie przekonać widza do swoich umiejętności nawet wtedy,kiedy ich faktycznie nie ma.

Nade wszystko ceni sobie własne małżeństwo i rodzinę, które pozwoliły Jej pokonać depresję, o której mówi otwarcie.

"Ludzie się spotykają, zderzają się ich światy, nakladają na siebie i,
jak w matematyce, powstaje część wspólna tych dwóch odrębnych zbiorów"

Cóż można powiedzieć o tym wywiadzie-rzece po sukcesie wcześniejszego, skromniejszego wydania sprzed pięciu lat, opatrzonego tym samym tytułem? To jest fascynujący zapis rozmów dwojga ufających sobie osób: wybitnej, wszechstronej aktorki i taktownego, świetnie przygotowanego do pracy filmoznawcy, krytyka filmowego i teatralnego. Pani Stenka zaprosila nas wszystkich na sptkanie przesycone szczerością, skromnością, wrażliwością. A przecież takim Kobietom się nie odmawia :) Maestra, chapeau bas!

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.





Tytuł: Przeklęty seans
Autor: Jonathan Skariton
Tytuł oryginalny: Seance Infernale
Tłumaczenie: Jakub Sudół
Wydawnictwo: Czarna Owca 2018

Kategoria: kryminał
Liczba stron: 375
Moja ocena: 8/10

Pamiętacie te sytuacje, kiedy chcieliście otrzeć łzę spod oka smutnej kobiety? Ile razy chcieliście zaprosić na drinka faceta, który samotnie siedział przy barze? Byłoby to łatwe, gdybyśmy nie siedzieli w ciemnej sali kinowej. Zapraszam Was dzisiaj na seans niezwykły, "Przeklęty seans" będący dziełem Jonathana Skaritona.



W historii kinematografii zapisał się pierwszy pokaz filmu, na którym przestraszeni widzowie zerwali się z miejsc i rzucili do ucieczki. Tuż przed sobą zobaczyli rozpędzony pociąg wjeżdżający na stację w La Ciotat
w 1895 r. Teraz stosuje się zabiegi montażowe oddziaływujące na podświadomość widzów, w konsekwencji których marzymy o lampce zimnego wina, ogladając sceny na pustyni. 


Ten chwyt techniczny został wykorzystany w tytułowym "Przeklętym seansie". Kilkadziesiąt klatek na taśmie filmowej tak bardzo wstrząsnęło Aleksem Whitmanem, że bez wahania postanowił rozwiązać zaszyfrowaną zagadkę. Porzucił na pewien czas pracę w swojej Krypcie, gdzie kolekcjonerzy szukali filmowych pamiątek na celuloidowym cmentarzysku.

"Kiedy się stresuję, muszę dotknąć perfekcji, żeby nie zapomnieć, ze są rzeczy, dla ktorych warto żyć" 

Arsonfobia i wręcz namacalne wizje nie pomagają Aleksowi
w poszukiwaniach.

"... pamięć to najbardziej bolesny wymiar człowieczeństwa"

Urzeczony klimatem Edynburga z ogromnym zainteresowaniem śledziłem kryminalną fabułę powieści. Bogactwo informacji związanych ze sztuką filmową jest imponującym walorem tej opowieści. Jestem pełen uznania dla oryginalności pomysłów Pani redaktor tego wydawnictwa i świetnych rozwiązań wizualnych będących dziełem Pana, który składał i łamał teksty.
Tym, co drażniło mnie podczas lektury, było słownictwo użyte przez autora lub tłumaczkę. Zwrot "rozkręcił radio na cały regulator", posunął mi myśl, że efektem takiego działania jest raczej kupka elementów montażowych niż denerwujące dźwięki.


Gorąco polecam tę powieść wszystkim, a szczególnie amatorom filmów
i kryminałów.
Życzę Wam pasjonującej lektury i czekam na Wasze komentarze :)


Tytuł: Blondynka u szamana. Magiczna wyprawa do świata Indian.
Autor: Beata Pawlikowska

Wydawnictwo: National Georaphic 2010
Kategoria: książki podróżnicze
Liczba stron: 222
Moja ocena: 10/10

Codziennie narzekamy na smog, hałas i szalone tempo życia. Nasze płuca wołają: Tlenu, tlenu, tlenu! Beata Pawlikowska realizując swoje pasje udowadnia, że można czasem pożyć inaczej.



"Blondynka u szamana. Magiczna wyprawa do świata Indian" to nie jest zwykła książka podróżnicza. Bogactwo tej opowieści zawiera się
w zrozumieniu prawdy o pokonywaniu własnych słabości duchowych
i cielesnych.


W dżungli każda roślina i zwierzę walczą jak wojownicy o kawałek własnego terytorium.


Powietrze było tak ciężkie i pełne wilgoci,
że ryby z Amazonki wychodziły na spacer na ląd. 
 

Dla strudzonego wędrowca kąpiel w tej rzece jest porównywalna
z wyprawą w kosmos, bo nie wiadomo, jak się zakończy. Autorka zapewnia nas, że największą pułapką dla eksploratora jest wyobraźnia podsuwająca wizje czyhających wokół zagrożeń. To wszystko jest przewidywalne, ale spotkanie z szamanem w indiańskim obozie jest kompletnym zaskoczeniem.

Ale żeby zostać szamanem, nie wystarczy posiadać daru.
Trzeba go jeszcze odnaleźć.

Szamani nie tylko ratują współplemieńców pokąsanych przez jadowite owady. Uprawiają specyficzną psychoterapię niwelującą lęki, fobie
i choroby psychiczne. Rozumieją znaczenie symboli i łagodzą emocje. 


Zapiski z wędrówki po amazońskiej dżungli wzbogacone są kapitalnym dowcipem sytuacyjnym Pani Pawlikowskiej. Ta odlotowa książka zafascynowała mnie bezgranicznie. Wspomnienia wizji autorki są niebiańsko piękne i piekielnie groźne.

Nietrudno jest domyślić się, jak swoje doświadczenie wspomagają Indianie żyjący w wyłącznym kontakcie z przyrodą. Nie wierzę w moc wszelkich szamanów, szarlatanów i oszołomów. Mimo to z ogromnym
z ogromnym zaintereseowaniem śledziłem przygody tej dzielnej ryzykantki, do czego was gorąco zachęcam. No i koniecznie często wyjeżdżajmy do puszczy, lasu.

Polecam również:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/01/bedac-maymchopcem-sledziem-obroty.html






Tytuł: Coraz mniej olśnień.
Autor: Ałbena Grabowska
Wydawnictwo: Zwierciadło 2015
Kategoria: powieść obyczajowa
Liczba stron: 293
Moja ocena: 6/10

Piękna jesień za oknem, a ja czytam kolejną książkę. Słońce zdaje się mówić: Chłopie, wstań i idź na spacer. Posłuszny głosowi rozsądku, spaceruję i spotykam ciekawe postacie.



Przed zdewastowaną, opuszczoną kamienicą z pustymi oknami stoi kobieta z aparatem fotograficznym na szyi i notatnikiem w ręce. Jej twarz już gdzieś widywałem... Tak, to jest ta znana dziennikarka. Przez jezdnię szybkim krokiem przechodzi kobieta, która chyba stara się pozostać niezauważona. Na wprost niej idzie powoli inna, elegancka kobieta. Przed wystawą księgarni stoi piękna, niewidoma dziewczyna. Ciekawe, dlaczego akurat tam? Poszedłem i ja zobaczyć, co tam jest tak ciekawego. "Cora mniej olśnień" Ałbeny Grabowskiej.

Ta dziennikarką jest Maria, która tropiła afery tak skutecznie, że aż przyczyniła się do tragedii. "Ona jest osobą, ktora nie przyjmuje kleski do wiadomości".

Alina - Krystyna niepozorna, a kiedyś znana lekarka niby jest, ale jej nie ma. 

Marlena, Lena, Lenina - zdolna stylistka. "Patrzysz na wszystkich z góry. Czujesz się lepsza, ładniejsza, lepiej ubrana".

Ela, Ślepella utakentowana, cicha poetka, która nie zawsze była wzorem cnót. "Jej wiersze to nie serce, ale mózg".



Dorobkiem literackim Pani Grabowskiej zainteresowalem się, czytając recenzje jej książek. Jej proza rzeczywiście stoi na bardzo wysokim poziomie. Wątki splatają się w bardzo ciekawy i niepoplątany wzór. Określenie stylu młodego poety - neowulgaryzm - jest trochę na wyrost w obecnych czasach. I oto koniec pozytywów.

Z przymrużeniem oka traktuję zawsze rekomendacje. Jestem przyzwyczajony do prezentowania mężczyzn jako łajdaków, brutali, tyranów i "zer". Panowie występujący w tej książce są jacyś bez... Dla odmiany bohaterki tej powieści to w większości oschłe, bezduszne, zawistne, cyniczne manipulantki, złe matki. "Coraz mniej olśnień" to według mnie książka antyfeministyczna. Na koniec autorka zaserwowała niezbyt efektowną "wisienkę na torcie", czyli niekonieczne powroty.

Nie czytałem jeszcze innych powieści tej autorki. Po tej lekturze mam prośbę: Przekonajcie mnie, ze warto czytać inne utwory Ałbeny Grabowskiej.