Tytuł: Content marketing i social media. Jak przyciągnąć klientów.
Autorzy: 
Barbara Stawarz – García
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN SA 2018
Kategoria: marketing
Stron: 178



Dobry wieczór! W tej chwili jestem w moim ulubionym mikroświecie, w otoczeniu papierowych książek stojących na półkach regałów. Dysonans stanowi laptop, ale tak jest w czasach kontaktów wirtualnych.

Korzystając z łącza internetowego szukałem dziś potrzebnego mi produktu, który chcę obejrzeć w realnym sklepie i potem kupić online. Z taką ciekawą metodą zakupów, opartą na efekcie ROTOPO, zapoznała mnie Barbara Stawarz – García, autorka książki – poradnika zatytułowanego „Content marketing. Jak przyciągnąć klientów”. 


Opisana tu forma kampanii sprzedaży jest bardziej atrakcyjna poprzez nastawienie firmy na rozmowę z klientem. Ma to szczególne znaczenie w czasach, kiedy nie tylko jest proponowana konkretna marka. Sugerowany jest alternatywny styl życia.  

Dialog, korespondencja są możliwe dzięki pośrednictwu portali społecznościowych. Takie kontakty dają dwustronne skutki. Ja mogę zaplanować konkretny zakup, a producent poznaje moje oczekiwania, zainteresowania, preferencje. Bazując na tym tworzy person, czyli charakterystykę klienta.
Przedstawiciel marki musi być nowatorski, ale nie może robić wszystkiego sam.



Nie czytałem do tej pory wielu publikacji z tej dziedziny wiedzy, ale w pracy pani Stawarz – Garcí nie zmęczył mnie żargon marketingowy, a wręcz zmobilizował do zrozumienia i interpretacji treści.

Kampanie reklamowe dotyczą zarówno jogurtów spod znaku Małego głodu; pobytu w ekskluzywnym instagramowym hotelu; możliwości zrobienia selfie w znanej instytucji kulturalnej czy wynajęcia pokoju Van Gogha. Marketingowcy tworzą mapy empatii, żeby otworzyć się na potrzeby konsumenta.

Konkurencja nie śpi, i skutecznie przyciąga uwagę klienta zapatrzonego w monitor smartfona.
   
Dla dobrze sytuowanego mężczyzny atrakcyjne są oferty samochodów, gadżetów, zegarków czy wysokogatunkowego alkoholu. Tymczasem decyzje o zakupach bardziej praktycznych, eleganckich, wysmakowanych podejmują panie. Jestem ciekawy również waszych opinii i komentarzy.


Przeczytana przeze mnie książka jest bardzo interesująca ze względu na teraźniejszą tematykę. Uważam, że jest ona równie przydatna dla studentów marketingu, jak też dla pracowników firm szukających inspiracji do zmian w swojej pracy. 

Polecam również lekturę:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/05/tytu-sprzedaz-bez-sprzedawania.html          
Tytuł: Cisza
Autorzy: Magdalena Wojcik, Rafał Żak

Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN SA 2018
Kategoria: psychologia / antropologia
Stron: 204



Wracając dziś z pracy obserwowałem dość duży ruch. Jestem mieszczuchem
i związany z tym hałas mi nie dokuczył. Po prostu go nie zauważam. Mimo wszystko odczuwam potrzebę ciszy. Najczęściej słucham muzyki i mam wrażenie, że jest jak tkanina spleciona z dźwięków i ciszy, która mnie otula
i pozwala odpocząć.  


O „Ciszy” i naszych reakcjach na nią opowiedzieli w bardzo ciekawy sposób Małgorzata Wojcik i Rafał Żak. Kiedy potrzebuję wyciszyć negatywne emocje, łączę medytację z modlitwą. Są miejsca do tego idealne, gdzie panuje cisza jakby przeleciał anioł. Komfortową byłaby sytuacja wyciszenia za murami klasztoru, gdzie zależnie od wiary można zajrzeć w głąb siebie. W codziennych kontaktach z ludźmi staram się dać rozmówcy czas na milczenie, a wtedy wystarczają mi gesty i mimika. Uczyłem się tego obserwując mimów.

Autorzy tej książki bardzo zręcznie przedstawili różne aspekty ciszy, łącząc różne dziedziny sztuki i sfery życia. Realizm, duchowość i wiedza tworzą bardzo interesującą kombinację. 


Milczenie nie jest jednoznaczne z ciszą, bo ta ma swój czas i znaczenie. Jest cisza przed burzą; inna następuje po kłótni. W tych sytuacjach atmosferę łagodzi muzyka Leonarda Cohena, a czasem nawet Richarda Wagnera, posiadająca swój rytm, natężenie i głośność. A może potrzebna jest „Pożegnalna symfonia” Haydna, po której „reszta jest milczeniem”. Cisza to też forma dyskrecji, kiedy ktoś powierzy nam swój sekret.  Przymuszenie do milczenia może spowodować bardzo silne następstwa włącznie z lękami i halucynacjami, co wykorzystywano w stosunku do więźniów. Owocem wykorzystywania ciszy może być cierpliwość, wytrzymałość i szacunek.

Pani Wojcik i pan Żak staranie przygotowali bibliografię dla czytelników szczególnie zainteresowanych wszystkimi lub wybranymi zagadnieniami.   
Proponowane są miejsca na świecie oferujące wyciszenie. A może po prostu warto w Polsce pojechać do Ciszy i zobaczyć, czy tam jest ona słyszalna. 

Gorąco polecam tę świetną książkę o ciszy opowiedzianą ze swadą i pasją odkrywania. Zarówno słowa, jaki i cisza mają wiele znaczeń. 


Gorąco polecam również:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/01/prostota-sia-codziennych-rytuaow.html 
Tytuł: Moja Odyseja
Autor: Adrian Carton de Wiart
Wydawnictwa: Wingert, Bellona

Kategoria: wspomnienia /historia /beletrystyka
Stron: 385


Prawie wszyscy ludzie mają ochotę przeżyć jakąś wielką przygodę, odbyć wspaniałą podróż, poznać niezwykłych ludzi.  Ja też do nich należę i dlatego z nadzieją i dużym zainteresowaniem sięgnąłem po książkę, którą zaliczyłbym do gatunku „płaszcza i szpady”.

Niektóre z opisanych tam scen na długo zapadną mi w pamięć. Podziwiałem fantazję, desperację i pomysłowość oficera, który wykupił w sklepie z zabawkami wszystkie bębenki i piszczałki, aby zagrzać do boju swoich podkomendnych w walce przeciwko Niemcom.




Wiele razy ranny, kontuzjowany Adrian Carton de Wiart zatytułował swoją książkę „Moja Odyseja”. Są to wspomnienia angielskiego żołnierza, generała wywodzącego się z arystokratycznego rodu. Spodziewałem się poznać historię bohatera znającego sztukę wojenną, a przeczytałem lekką, małowartościową opowiastkę Piotrusia Pana w mundurze. Pasjonat szalonych przygód, polowań, przyjemności napisał o takich wybitnych osobowościach, jak Paderewski, Piłsudski, Churchill. Roosvelt, Czang-kaj Szek i inni. Stał na czele brytyjskiej misji wojskowej w Polsce. 
Na szczęście nie był dyplomatą, bo nie widzę w tej roli porywczego ignoranta, dowódcy licznych formacji nie lubiącego i nie potrafiącego czytać mapy. Z żenującą prostotą i naiwnością przyznał, że zawsze brakowało mu pewności siebie. Czerpał z życia przyjemności i był zaskakiwany brutalną rzeczywistością. Krytykował Polaków określając ich jako prostaków; podziwiał Chinki tyko za ich urodę i dominację małżeńską; w Indiach cierpiał z powodu fetoru i hałasu. 



Przeczytałem tę książkę obfitującą w zabawne sytuacje, odpocząłem nad nią.  Generał de Wiart przedstawił się mi jako dobry gawędziarz, który sam siebie porównał do kontuzjowanej primadonny. 
Jeśli macie ochotę na lekką lekturę i niewiele ponad to, przeczytajcie ją. Was ona również nie zmęczy. 

Gorąco polecam również:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/05/tytu-kobieta-ktora-pokocha-marszaek.html

Prostota. Siła codziennych rytuałów.

Tytuł: Prostota. Siła codziennych rytuałów.
Autor: Brooke McAlary
Tłumaczenie:Bożena Kosowska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie 2018
Kategoria: socjologia
Stron: 99

Od pewnego czasu jestem zmęczony, drażliwy. Nie potrafię ogarnąć wszystkich codziennych problemów. Przypominam sobie czasy mojej młodości, kiedy wszystko było prostsze. I oto nagle znalazłem kilka bardzo dobrych rad, jak wyjść z impasu. Podsunęła mi je Brooke McAlary w książce „Prostota. Siła codziennych rytuałów”. 



Przeciętny człowiek nie może zrezygnować z pracy z kilku powodów, ale warto zmienić swój tryb życia, a przynajmniej spróbować. 
W codziennym życiu spróbujmy wyjść poza ograniczający nas schemat
i stwórzmy rytm ranków i wieczorów, bo po środku jest praca.

Tańcząc utrzymujemy rytm, stajemy się bardziej elastyczni. Nie zaczynajmy od jive’a, lepszy będzie foxtrot. :) 

A tak mówiąc poważnie powinniśmy znaleźć czas na drobne przyjemności. Bo czy w zapędzonym życiu jest czas na nie, na miłość, śmiech? Na przeszkodzie temu stoją nasze elektroniczne narzędzia pracy i wypoczynku. Choć na krótko odłączmy się od sieci, użyjmy wyłącznika i poczujmy smak, dotyk, usłyszmy delikatne dźwięki. Jest to możliwe, kiedy zaangażujemy się 
w wykonywaną JEDNĄ czynność. 



Autorka tego mini-podręcznika proponuje kilka prostych ćwiczeń, zajmujących nie wiele czasu, a pomagających zmienić nasze życie. Nie będzie łatwo, ale też nikt nam tego nie obiecywał. Wszystkie zmiany wymagają czasu, energii, wysiłku. Nie muszą to być domowe rewolucje, bo przy nich nasze nadwyrężone baterie organizmu jeszcze bardziej osłabną. Warto czasem powiedzieć NIE, wyluzować się i działać bardziej spontanicznie. 

Bardzo podoba mi się pomysł oczyszczania głowy z problemów poprzez przelanie ich na papier. Nasi rodzice, dziadkowie nie używali smartfonów, tabletów, laptopów. Pisali pamiętniki. Niejedna osoba czytająca te słowa powie: Człowieku, jesteś niedzisiejszy. Tak się żyje. 
Wiem, ale chcę spróbować inaczej. Potrzebuję realnie wyjść do ludzi, choćby do drugiego pokoju i smakować herbatę, rozmawiać. Wtedy znajdziemy sposób na to, jak wspólnie pochylić się nad rzeczywiście ważnymi  problemami codziennego życia. 

Może spacerując zobaczysz wiewiórkę gryzącą orzech. Ona cieszy się ta zdobyczą i jej smakiem, a nie rozważa problemów logistycznych 
i gospodarczych z tym związanych.  

Jestem pozytywnie nastawiony po lekturze tak prosto napisanej świetnej książki. „Prostotę” autorstwa młodej kobiety, pani McAlary proponuję zostawić na podręcznym stoliczku, gdzie siadasz z filiżanką herbaty. 

Pamiętaj, nie pij gorącego płynu w biegu, bo to jest niebezpieczne!

Gorąco polecam również:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/01/tytu-cisza-autorzy-magdalena-wojcik.html
Tytuł: Wendigo
Autor: Graham Masterton
Tłumaczenie: Jędrzej Ilukowicz
Wydawnictwo: Albatros 2012
Kategoria: horror
Stron: 303

Graham Masterton jest moim ulubionym, niezawodnym pisarzem. Przeczytałem jego kolejną książkę, której tematyka jest mi kompletnie obca. Przywiązanie do ziemi znam tylko z opowieści i literatury mimo, ze jestem patriotą. Nie przeraża mnie Bóg, w którego wierzę. Nikt nie skrzywdził mnie w życiu tak, abym doświadczył potrzeby zawiści, zazdrości, zemsty. Co frapowało mnie w „Wendigo”? Psychika bohaterów.



Kobieta, która za każdą cenę gotowa jest odzyskać dzieci. Jest tak zdesperowana, że przystaje na wszystkie warunki. Jest wojowniczką, która nie cofnie się z raz wybranej drogi. Odczuwa nienawiść, ale nie żądzę zemsty. Doceniając prezencję mężczyzn, próbuje ich zrozumieć.

Osoby pozornie wspierające pokrzywdzonych i potrzebujących rekompensaty.

Ludzie, którzy pragną zachować swoją tożsamość, genealogię. Chcą przywrócić tradycje, które dawno się zatarły.

Duchy, monstra, wilki potężne siłą i posłuszeństwem.


Akcja tego horroru toczy się w zawrotnym tempie i miejscach, gdzie wprost wyczuwa się grozę. Miejsca, gdzie pozostaje rezonans fal dźwiękowych. Płomienie nienawiści, zemsty, obrony strawią wszystko.


Te książkę czyta się bez przerwy na sen z dwóch powodów: po pierwsze chce się jak najszybciej przeczytać ciąg dalszy; po drugie wizje scen są zbyt realistyczne.  Nawet najbardziej renomowani pisarze popełniali gorsze i lepsze dzieła. Masterton jest niezmiennie mistrzem.

Tytuł: Blondynka na tropie tajemnic.
Autor: Beata Pawlikowska
Wydawnictwo: Na krańce świata. National Geographic

Kategoria: literatura podróżnicza / reportaż
Ilość stron: 287 

Będąc małym chłopcem, śledziłem obroty globusa, wpatrywałem się w mapy i marzyłem o cudownych podróżach. Czas w pewnej mierze skorygował moje marzenia.

Ale nic straconego. J
Jest takie miejsce na Oceanie Indyjskim, gdzie czas płynie bardzo powoli. Przemierzając w upale uliczki na Zanzibarze, przyciągają uwagę drzwi. Za jednymi z nich urodził się Farrokh Bulsara. Być może grał w bao na planszy z prawie czarnego ebony. Później wyruszył w świat i swoim imponującym głosem śpiewał, że widowisko musi trwać. Emily, autentyczna księżniczka wyjechała z swojego rodzinnego Kamiennego Miasta, i napisała „Wspomnienia arabskiej księżniczki”.  
Oboje poddali się miłości jak wężowi, który ściśle otula się wokół ciała, ale nie dusi, jeśli nie bronimy się przed nim. 

Z Polski pojechała tam Beata Pawlikowska i spisała swoje wspomnienia, opatrując je tytułem „Blondynka na tropie tajemnic”.  Zilustrowała je wspaniałymi fotografiami. W ten sposób spełnia swoje dziecinne marzenia. Opisała bardzo sugestywnie zapachy powietrza oraz smaki potraw i przypraw. Te słodkie są przeznaczone dla dobrych duchów, a gorzkie – dla demonów. Również dla demonów w ludzkiej skórze, którzy masowo kupowali tam niewolników pozbawionych marzeń, a potem wywozili jako zwykły towar. Teraz na świecie żyje i pracuje 27 milionów niewolników. Nic się nie zmieniło poza ich ceną, która wzrosła z 10 do 90 dolarów.

Znana podróżniczka zachęca do skorzystania z okazji, aby po prostu być.
Oczywiście w miarę możliwości można odwiedzić miejsca, gdzie pachnie szczęście. Czasem wystarczy jednak trochę relaksu nad fantastyczną książką taką, jak ta. 
  
W Tanzanii istnieje ogromna dziura pozostała po wybuchu wulkanu, nazwana kraterem Ngorongoro.  Turyści biorący udział w safari podziwiają przeróżne gatunków dzikich zwierząt. To Serengeti, a właściwie siringet – ziemia bez granic, gdzie wszystko toczy się swoim powolnym trybem. Tam można usłyszeć ciszę.

Przepraszam, za chwilę wrócę do pisania…

Jestem! Wyjąłem z lodówki kawałek Black pudding, czyli kawałek  kaszanki, i zaparzyłem sobie odlotowej brazylijskiej kawy. 

Bo też pani Pawlikowska zabrała nas również do Brazylii, gdzie tolerancja religijna pozwala na łączenie się wyznań. Ludzie tam mieszkający cieszą się życiem i nie ulegają modzie zza oceanu na nielubienie wszystkiego. W tym magicznym miejscu można podziwiając capoeirę, jeść orzeszki nerkowce albo guaranę na Wydmie Zachodzącego Słońca. 

Amazońska dżungla to miejsce, gdzie ludzie uczą się od zwierząt spostrzegawczości, czujności, wrażliwości.  Ciekawostkę stanowią wędrujące drzewa.  Amazonka budzi podziw i lęk.    

   
Beata Pawlikowska tak przekonująco pisze o swoich doświadczeniach, że czytelnik wręcz sensorycznie odbiera zapachy i wychwytuje odgłosy. Ta książka jest jak bajka, do której zaproszenie odebrałem bez wahania. W
ydano co najmniej dziewięć pozycji z tej serii. Koniecznie poszukajcie ich  w księgarni lub bibliotece.

Gorąco polecam również:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/06/tytu-ortodrama-autor-mateusz.html
https://krainslowa.blogspot.com/2018/02/tytu-dlaczego-ryby-nie-tona-autor-anne.html 
Tytuł: Tetrameron
Autor: 
José Carlos Somoza
Przekład: Agnieszka Rurarz
Wydawnictwo: Muza SA 2012
Kategoria: literatura piękna / fantastyka
Stron: 252


Oglądając obraz Salvadora Dali „Trwałość pamięci”, marzę o powoli upływającym czasie. W moim domu biegnie on wolniej, kiedy goszczę u siebie przyjaciół i rozmawiamy o niecodzienności życia.

Obejrzane niemal surrealistyczne, barwne obrazy bywają  wpisane w szare, mroczne otoczenie. Podobnie jest z ludźmi – ci niepozorni skrywają w sobie szalenie bogate osobowości.


Do takich miejsc na spotkanie z fascynującymi bohaterami zapraszają Was José Carlos Somoza, Soledad i ja. „Tetrameron” to zbiór opowieści o postaciach znanych, lecz widzianych innymi oczami.

Pojawiła się tu znana polska noblistka, czy bogini zrodzona z morskiej piany. Przy odrobinie wyobraźni możemy zobaczyć się w magicznych lustrach pomnażających lub narcystycznych. Na stronach „Tetramerona” spotkałem Linoskoczka na cienkiej linii normalności, młodzieńca zakochanego w urojonej kobiecie, tancerki w kostiumach utkanych ze strun skrzypcowych.


Czytając tę książkę zadziwiło mnie zdeformowane poczucie estetyki, eksperymenty z „efektami negatywu”. Jakie tajemnice odkrywamy poznając zło?  W tej powieści przeplatają się sceny skrzące się humorem
i szokujące jak krwawy horror. W czasie lektury odczułem specyficzny, iberyjski klimat literatury tego kontynentu: nierealnie barwne sceny, filozoficzną symbolikę i lekkie wspomnienia jak muśnięcie skrzydeł motyla. Somoza napisał swoje dzieło po mistrzowsku wykorzystując bogactwo słowa, temperaturę przeróżnych uczuć oraz grę słów i skojarzeń.


Jestem zauroczony ta książką, w której streszczenie nie obiecuje w pełni nastroju. Jak zawsze, nie wspomniałem o fabule tego dzieła.