Tytuł: Kontrrewolucja. Liberalna Europa w odwrocie.
Autor: Jan Zielonka
Tłumaczenie: Joanna Bednarek

Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN 2018
Kategoria: listy/politologia
Ilość stron: 294

Moja ocena: 10/10


Niezapomnianym wydarzeniem z końca XX w. była rewolucja w Polsce, której następstwem było obalenie komunizmu. Dramatyczne, a nawet krwawe incydenty często bywały tematem publikacji i filmów. Narodziła się wtedy demokracja.


Pan profesor Jan Zielonka postanowił podzielić się swoimi przemyśleniami o obecnym politycznym wizerunku Europy. Spisał je
w formie otwartego listu do innego socjologa, politologa, komisarza europejskiego Ralfa Dahrendorfa. Swoje przemyślenia opatrzył tytułem „Kontrrewolucja. Liberalna Europa w odwrocie”.


Jesteśmy świadkami znaczących wydarzeń. Ścieranie się populistów 
i liberałów, czyli dwóch ugrupowań usiłujących przejąć ster władzy przypomina dżunglę, gdzie każdy drapieżnik walczy o swoje miejsce. Populiści kierując się własnymi priorytetami starają się poprawić życie ludu, postrzeganego często jako przeciętni konsumenci. Dla  liberałów ważne są głównie wolność i swoboda w każdej dziedzinie, nawet obyczajowej. Nie poświęcają wiele czasu wartościom  społecznym, rodzinnym, religijnym, historii.

Przy moim szacunku dla wiedzy autora tej książki oburzyło mnie jego stwierdzenie, że zwolennicy populistów na pewno przeszli pranie mózgu albo są chorzy psychicznie. Nie kieruję się moimi poglądami politycznymi, ale uważam, że takie stwierdzenie nie powinno znaleźć miejsca w poważnej publikacji.

Na światowej arenie politycznej pojawił się neoliberalizm, zgodnie z zasadą którego można wszystko kupić za pieniądze, prywatyzować , urynkawiać gałęzie gospodarki i usługi społeczne. Rażącym przykładem niczym nieskrępowanego marketingu może być zorganizowanie przyjęcia dla klientów ekskluzywnej marki samochodowej na jednym z bardzo znanych zabytkowych mostów we Włoszech.  




Tymczasem wywalczona demokracja rozsypuje się, co odzwierciadlają wybory nie przynoszące znaczącej poprawy sytuacji. Decyzje dotyczące kluczowych zmian podejmuje mniejszość wpływowych ludzi na wysokich stanowiskach. Terroryzm zagrażający spokojnym obywatelom jest wiązany z migracją uchodźców. Nie wszyscy migranci są „barbarzyńcami”, wielu z nich to intelektualiści, artyści. Geopolityka strachu jest zjawiskiem coraz szerzej widocznym w świetle istniejącej sytuacji potęg mocarstwowych na świecie. Jakim zagrożeniem jest wojna hybrydowa?

Kiedy ludzie czują się zagrożeni, kontrrewolucja czeka za progiem.

Coraz częściej zadawane jest pytanie o kierunek, w jakim zmierza „stary kontynent”. Czy początkiem rozpadu Europy było referendum w sprawie Brexitu i upadłość finansowa Grecji?

Bob Dylan napisał w swojej piosence:

[ Co ze mnie za pożytek, skoro wiem, ale nic nie robię,
           Skoro widzę i nic nie mówię, skoro udaję, że cię nie ma,
           Skoro nie chcę słyszeć grzmotu.
          Co ze mnie za pożytek?

Musimy podejmować decyzje, po której stronie politycznej jest nasze miejsce. Nasze wybory nie mogą się ograniczać do wyrażenia opinii na temat ograniczenia ruchu pojazdów na średniowiecznej starówce naszego miasta.

Koniecznie przeczytajcie tę książkę, bo może wtedy będziecie gotowi podjąć świadomą decyzję, po której stronie barykady jest wasze miejsce podczas toczącej się kontrrewolucji.


Za egzemplarz dziękuję bardzo Wydawnictwu Naukowemu PWN 


Może Cię również zainteresować:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/03/tytu-nieznana-terrorystka-autor-richard.html


Tytuł: Dobra matka
Autor: Małgorzata Rogala
Wydawnictwo:Czwarta Strona 2016
Kategoria: kryminał
Ilość stron: 352
Moja ocena: 10/10

Gdzie można spotkać znajomych? Coraz rzadziej w kawiarni, w foyer teatru, na przyjęciu. A przecież wystarczy włączyć komputer… Istnieją miejsca w sieci, gdzie możemy zaprezentować swoje osiągnięcia, odnowić znajomości, opublikować zdjęcia
z fantastycznych wakacji. Pochwalić się dorastającymi, kochanymi dziećmi. Zapominamy coraz częściej, że tracimy nasza prywatność.





Pytanie, gdzie jest granica i czy istnieje coś takiego jak tabu?

Ten drażliwy temat naświetliła Małgorzata Rogala w powieści „Dobra matka”. Nie wszyscy mają świadomość tego, że nasze fotografie raz umieszczone w internecie nie giną gdzieś w sieci, ale mogą krążyć poza naszą kontrolą. Młode kobiety chętnie pokazują swoje twarze
i sylwetki mając nadzieję na karierę w modelingu czy reklamie. Chcą odmienić swoje życie a narażają się na niebezpieczeństwo ze strony oszustów, przestępców.
 



Przeczytany przeze mnie kryminał pani Rogali budził we mnie liczne emocje, mimo że skandale obyczajowe prezentowane przez tabloidy już nie szokują. Wartka akcja, ciekawa fabuła i prowadzone dynamicznie śledztwo są ciekawym tłem dla bohaterów zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Jest to krąg ludzi wzajemnie ze sobą powiązanych, choć nie zawsze świadomych tego. Autorka zasugerowała mylące tropy nie gmatwając przy tym treści.

Chętnie przeczytam inne książki pani Małgorzaty Rogali, a tę gorąco polecam wszystkim czytelnikom.  

Może Cię zainteresować również:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/02/tytu-zaufaj-mi-anno-autor-joanna-opiat.html
https://krainslowa.blogspot.com/2018/02/przechodzac-przez-park-zobaczyem-dwoje.html

   

Tytuł: Spadek
Autor: Vigdis Hjorth
Tłumaczenie: Elżbieta Ptaszyńska - Sadowska 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie 2018
Kategoria: dramat
Ilość stron: 366
Moja ocena: 10/10


Kiedy wziąłem do ręki książkę „Spadek”, zwróciła moją uwagę symbolika pokazana na okładce. Rzuca się w oczy obumierające drzewo w kolorach kojarzonych z nieszczęściem,
z którego odcięto a nie odłamano gałąź. W perspektywie jest widoczny prosty rysunek, na którym nie ma żadnej ludzkiej postaci. Jest tez dużo słów.



Tytułowy spadek wydaje się być tylko zaledwie czubkiem góry lodowej, pod którą istnieje mroczna głębia cierpień, żalu, przeżytej traumy, niezrozumienie ze strony rodzeństwa.


Zawsze kiedy się kłóciliśmy, matka mówiła do nas: nic dziwnego,
że jest tyle wojen na świecie, jeśli nawet wy nie umiecie się dogadać.

Vigdis Hjorth opisała niezwykle poruszający dramat młodej kobiety. Niezbyt często zdarzało mi się czytać powieść, której bohaterowie irytowali mnie już od pierwszych stron. To jest dla mnie wyznacznik szczególnych umiejętności pisarskich autora.



Problemy zamiecione pod dywan, nawet elegancki, nie ulegają degradacji. Odsłonięcie ich może spowodować niesmak. Narratorka oburzona brakiem zaufania, przesadną dyskrecją postanowiła odrzucić schedę, a przy tym nie zwraca uwagi na genetyczne wady
i uzależnienia. Niezatarte wspomnienia znajdowały swoje szokujące odbicie w sztukach przez nią napisanych i wyreżyserowanych. Autorka umiejętnie podkreślała dramaturgię sytuacji poprzez znaczenie kolorów: spokojnej bieli śniegu, dziewczęcego błękitu sukienki czy uderzających czerwieni i czerni kostiumów scenicznych.

Odczuwając niewielkie wsparcie rodziny, w pewnej chwili Bergljot zadała sobie pytanie:
Czy ja głaszczę swoją bliznę? Spróbujcie odpowiedzieć na jej pytanie po przeczytaniu tej emocjonującej powieści, którą Wam gorąco polecam.

Za egzemplarz dziękuję bardzo Wydawnictwu Literackiemu.


Może Cię zainteresować również:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/03/tytu-nieznana-terrorystka-autor-richard.html

Tytuł: Siódma funkcja języka.
Autor: Laurent Binet
Tłumaczenie: Wiktor Dłuski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie 2018
Kategoria: thriller
Ilość stron: 453
Moja ocena: 7/10


Nie wystarczy mieć wystarczający zasób wiedzy, aby przekonać rozmówcę lub słuchacza. Sztuką jest przekazać treść w interesującej formie. Język to nie tylko słowa prawidłowo złożone w zdaniu, ale również znaki łatwo dostrzegalne i właściwie zinterpretowane.


Roland Barthes w mistrzowski sposób opowiadał zarówno o krawatach, miłości, Japonii, jak i fotografii. Zabrał ze sobą z tego świata zagadkę dotyczącą „Siódmej funkcji języka”.

Laurent Binet zabrał mnie w niezwykle ciekawą wyprawę do miejsc widzianych jak przez obiekt „rybiego oka”. Podczas tej podróży czytelnik może spotkać wybitne osobistości ze świata nauki, sztuki, polityki, sportu prezentowane na pierwszych stronach gazet
i w kronice XX w.



Podążając za tokiem myślenia różnych postaci zajadle broniących swoich przekonań
i światopoglądu, zgodziłem się z myślą zawartą w cytacie

Dla Czerwonego Kapturka światem rzeczywistym jest ten,
w którym wilki mówią.

Lektura tej powieści jest przygodą wymagającą od nas dość dużego zaangażowania. Nie tylko poznajemy sens rozważań i dyskusji intelektualistów, ale także wykorzystujemy umiejętności godne poligloty.
W książce pana Binet’a odnalazłem też kilka bardzo ciekawych odniesień do polskiej historii, gdzie przypomniana jest Solidarność, papieskie pielgrzymki i zapisane w naszych sercach gesty. Wspomniano tu różne postacie od Mickiewicza i Słowackiego do Wałęsy
i Wojtyły…

Głównym wydarzeniem w tym thrillerze jest wypadek uliczny, jego następstwa i śledztwo. To wszystko jest zatopione w gęstej atmosferze rozważań filozoficznych, politologicznych, literackich, socjologicznych.


Polecam tę lekturę zdecydowanie różniącą się od popularnej literatury sensacyjnej
i obyczajowej. Tym, co drażniło mnie w tej powieści było słownictwo brudne i wulgarne, wręcz rynsztokowe. Kontrast tego i rozważań zaprezentowanych w formie pięknego literackiego języka to nie jedyny kontrast szokujący podczas czytania tego dzieła.
 

Za egzemplarz dziękuję bardzo Wydawnictwu Literackiemu  
Tytuł: Mężczyzna, który gonił swój cień.
Autor: David Lagercrantz
Tłumaczenie: Maciej Muszalski
Wydawnictwo: Czarna Owca 2017
Kategoria:thriller
Ilość stron: 420
Moja ocena: 10/10


Po co wymyślać coraz skuteczniejsze diety, jeśli wystarczy znaleźć bardzo ciekawą książkę? Pochłonięty fascynującą lekturą zapominam czasem o jedzeniu i senność mi nie dokucza. J Żyłem takim rytmem przez kilkanaście godzin, kiedy czytałem o „Mężczyźnie, który gonił swój cień”. Pomijając oszustwo i kłamstwa nierozerwalnie związane z thrillerem, odnalazłem tu szczególnie interesujące mnie wątki rozwijania własnej inteligencji, imigrantów i genetyki.


Koncentracja nad ważnymi kwestiami naukowymi pomaga dystansować się do problemu przemocy w więzieniu. Mury zakładu karnego nie izolują osadzonych od wiadomości
z zewnątrz. A dzieje się dużo w sytuacji, kiedy chwieje się kolos giełdy światowej. W tym czasie naukowcy, finansiści mają możliwość wykorzystać swoją wiedzę. Talenty oraz rzadko dostrzegane zalety lub wady charakteru, są ściśle związane z genetyką. To właśnie ta dziedzina tłumaczy fenomen wspólnych zainteresowań i umiejętności. Jednojajowi bliźniacy bywają również lustrzani, a to zrodziło pomysł Projektu 9.



Poznając bohaterów tej powieści z coraz większym zainteresowaniem śledziłem akcję, która ku mojemu zaskoczeniu zakończyła się właściwie happy endem. David’a Lagercrantz’a, autora tej książki w żadnym wypadku nie należy porównywać z pisarzem, który zainicjował serię milenijnych thrillerów. Dajmy jednemu szansę pozostać w historii literatury skandynawskiej, a drugiemu pozwólmy zabłysnąć w środowisku silnej konkurencji.


Z pełnym przekonaniem polecam ten świetną powieść wszystkim, którzy mają ochotę ciekawie spędzić wolny czas. 

Gorąco polecam również:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/06/tytu-podwojna-cisza-autor-mari.html
https://krainslowa.blogspot.com/2018/05/tytu-siodma-funkcja-jezyka.html
https://krainslowa.blogspot.com/2018/04/tytu-sekret-ktorego-nie-zdradze.html#more
https://krainslowa.blogspot.com/2018/01/daniel-suarez-demon.html
Tytuł: Daniel Stein, tłumacz.
Autor: Ludmiła Ulicka
Tłumaczenie: Jerzy Redlich
Wydawnictwo: Świat Książki 2012
Kategoria: literatura piękna / listy / rozmowy

Ilość stron: 558
Ocena: 7/10


„Daniel Stein, tłumacz”, bohater, partyzant, duchowny. Człowiek, który w genach miał wpisaną potrzebę pomagania ludziom. Posiadał charyzmę, której nie sposób wypracować 
w sobie. Takim pokazała go Ludmiła Ulicka.


„…język jest rzeczywiście nieistotny, znaczenie ma tylko treść,
a ta znajduje się poza językiem”.


W realnym świecie nie poszedłbym za nim i nie naśladował go. Jestem ciekawy świata, ludzi i Boga, ale nie szukam wciąż nowego miejsca dla siebie. 


Tytułowy bohater tej książki przeszedł długą drogę z getta przez klasztor, aż do prowadzonej przez siebie parafii. Taka była droga wiary Daniela - niewygodna, kamienista, ale i radosna. W tej niezwykłej, specyficznej powieści ułożonej z listów, rozmów, dokumentów, wspomnień pojawiło się kilkoro ludzi niosących w sercach ogromny bagaż doświadczeń. Niechciana przez matkę, zaprzysięgłą komunistkę, młoda kobieta szukająca bratniej duszy. Wnuczka nazisty, która postanowiła służyć ludziom i Bogu. Lekarz, który „nie mógł przestać być Żydem”. Polka z dobrego domu, która poślubiła szefa białoruskiej policji, aby ratować rodzinę.

Autorka zaprowadziła nas w wiele ciekawych miejsc: do Stanów Zjednoczonych, do Rzymu, do Czarnobyla, Hajfy, na górę Karmel, do Ziemi Świętej. W tle opisanych wydarzeń pojawiło się grono wybitnych osobistości znanych każdemu Polakowi. Ta opowieść nie jest naznaczona wyłącznie dramatem, bo jest w niej dużo ciepła, humorystycznych scen, zaskakujących pomysłów na realizację swojego „pomysłu na życie”.

Jedynym mankamentem tej książki jest kilkakrotne powtórzenie tych samych wspomnień. Polecam te książkę wszystkim i w każdym wieku; zarówno amatorom powieści psychologicznych, jak i czytelnikom lubiącym podążać ścieżkami historii, religii.  

Tytuł: Józef, cieśla z Nazaretu.
Autor: Giovanna Ferrante

Tłumaczenie: Joanna Dyga
Wydawnictwo: Wydawnictwo Sióstr Loretanek Warszawa 2012
Kategoria: hagiografia
Ocena: 10/10


Prosty człowiek, zwykły cieśla. O takich skromnych ludziach mówi i pisze się niewiele.
A przecież żył, pracował, kochał i wierzył z pasją. Będąc młodym mężczyzną cieszył się drobiazgami, otaczającą go przyrodą. Znacie Go na pewno. To „Józef, cieśla
z Nazaretu”.


Zawsze był gotów wykonać kolejną rzecz, o którą poprosiła go ukochana kobieta. Wszystko było proste do chwili, kiedy dowiedział się, że Bóg obdarzy go synem. Zaskoczony pytał: Jak to? Przecież to niemożliwe. Chociaż dlaczego nie…? Zaufanie, miłość, otwartość wzięły górę nad rozsądkiem.


Giovanna Ferrante w pięknym sposób opowiedziała o życiu człowieka oddanego rodzinie. Oczekując śmierci wspominał przeszłość, w której troski przeplatały się z radościami. Beztroski śmiech dziecka, radość z niespodziewanych gości, spokojne oblicze kochanej żony. Takie obrazy przysłaniają smutne wspomnienia przepełnione lękiem, troską
i niepewnością.


Czytając tę książkę miałem wrażenie, że od bardziej osobistej strony poznaję człowieka,
w pewnej mierze znajomego od dawna. Józef nie oczekiwał nic w zamian za swój dar serca. Po prostu był ojcem potrzebnym małemu chłopcu. Świętość i miłość były najcenniejszymi nagrodami dla niego.


Polecam wszystkim tę napisaną współczesnym językiem książkę, która trafia prosto do serca. Warto dawać siebie innym, a na starość poczuć się spełnionym.