Tytuł: Istota ryżu. O duszy japońskiego jedzenia.
Autor: Michael Booth
Tłumaczenie: Magdalena Rabsztyn-Anioł
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
Gatunek: kulinaria
Stron: 381


Smaki i barwy owoców, warzyw, kwiatów. Zapachy przypraw i potraw. Zmieniająca się pod wpływem dotyku konsystencja ciasta. To wszystko składa się na przyjemność gotowania, pieczenia i jedzenia.

Podobne doznania są codziennym udziałem kucharza, miłośnika kulinariów Michaela Booth’a, który zabrał swoją rodzinę do Japonii. Swoje wspomnienia i doświadczenia opisał w książce „Istota ryżu. O duszy japońskiego jedzenia”. 




Kuchnia tego wyspiarskiego państwa jest bardzo specyficzna dzięki wykorzystaniu darów natury, jakimi są ryż, nieliczne warzywa, mięso, ryby i owoce morza. Właściwa uprawa, hodowla, często długotrwałe i staranne przygotowywanie wszystkich składników dają zaskakujące efekty. 

Zupy gotowane na bazie mięs, ryb z ręcznie robionymi makaronami. Dziczyzna, mięsa, wodorosty, larwy i owady są podstawowymi składnikami przeróżnych potraw. Coraz bardziej popularne wśród Europejczyków sushi tak zainspirowało pewnego Polaka, że do przyrządzenia tego dania wykorzystał wędzonego węgorza, czekoladę
i galaretkę z whisky.
Desery i słodycze, spośród których najbardziej wykwintne wydają się wielowarstwowe ciastka tworzone
z kilkudziesięciu składników.
Matsue czyli ceremoniał parzenia i picia różnych rodzajów herbat.
Alkohole, które niewątpliwie ułatwiają trawienie.


Dla Japończyków hodowla i tworzenie potraw jest treścią życia. To tradycja przekazywana przez kolejne pokolenia. Niektórzy nowatorscy kucharze chcieli bez powodzenia wykorzystać osiągnięcia kuchni molekularnej. Pewien człowiek, który pomagał ofiarom trzęsienia ziemi i tsunami tak posumowałem swoje głęboko humanitarne działania:

Nawet jeśli masz mnóstwo pieniędzy, nie oznacza to jeszcze, że możesz uszczęśliwiać ludzi. A jeżeli nie możesz kogoś uszczęśliwić, to jesteś nikim.

Dotychczas twierdziłem, że jem wszystko. Zmodyfikowałem moją opinię po lekturze tej książki. Jeśli zdarzy mi się spróbować jakieś potrawy japońskiej kuchni, na pewno nie spytam o to, co jem. Autor tego swoistego przewodnika wzbudził moje zaufanie twierdząc, że nie wszystko jest zjadliwe nawet dla smakoszy z naszego kręgu kulturowego. Niektóre opisy zamieszczone w tej książce szczególnie mnie zainteresowały. Przykładem tego może być wygląd potraw przygotowanych na powitanie Nowego Roku, które swoim wyglądem przypominały wystawę jubilerską.


Michael Booth zwiedził wszystkie japońskie wyspy i bywał w kilku miastach, które szczególnie interesują turystów. Opowiedział o obyczajach tam panujących, elegancji i dobrych manierach przy stole, o kulturze i… jej braku.

Bardzo pomocny w trakcie lektury jest słowniczek zamieszczony na końcu książki. Wyjaśnienia tam zamieszczone bardzo skutecznie pomagają zorientować się w treści, skomplikowanej wieloma oryginalnymi nazwami.

Serdecznie polecam wszystkim tę książkę, która ukazuje mentalność Japończyków przez pryzmat ich pasji kulinarnej. Zacznijcie poznawać Kraj Kwitnącej Wiśni „od kuchni”. Życzę Wam ciekawej lektury.    

Za egzemplarz dziękuję bardzo Wydawnictwu Naukowemu PWN 
Tytuł: moda polska WARSZAWA
Autor: Ewa Rzechorzek
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN 2018
Kategoria: moda
Stron: 464

Eleganckie panie, wytworni panowie. Wielkie gale, koncerty, zjawiskowe gwiazdy na czerwonym dywanie. Mało jest okazji, aby podziwiać kreacje zaprojektowane przez mistrzów, perfekcyjnie uszyte i dopełnione wysmakowanymi dodatkami, oryginalne stylizacje. Dla ludzi, związanych z modą realizowanie swoich wizji artystycznych 
i propagowanie nowych trendów w modzie było i jest misją.


O ekskluzywnych salonach mody opowiedziała Ewa Rzechorzek, ale jak to zrobiła… Na najwyższym poziomie odpowiednim do wizerunku firmy, którego nazwa została wykorzystana jako tytuł tej  książki „moda polska WARSZAWA”. Niestety z końcem XX w. ta firma przestała istnieć, zniknęło kilkanaście sklepów oznaczonych logo z dwubarwną jaskółką.

Projekty tworzone w Modzie Polskiej to efekt rewelacyjnych i rewolucyjnych pomysłów projektantów zatrudnionych w tej firmie. Teoretycznie nie wzorowali się oni na kolekcjach światowych domów mody, ale inspirowali się niektórymi pomysłami zaobserwowanymi za granicą. Wykorzystywali różne style od geometrycznego po klasycznie grecki. Najbardziej charakterystyczne i oryginalne pomysły były oparte na polskim folklorze. W gronie wybitnych artystów każda osoba miała swoją specjalność: ręcznie malowany jedwab i skórę; kostiumy teatralne; dzianinę. Szczególnie interesujące były jeszcze pamiętane przeze mnie, ale przypomniane przez autorkę nowe trendy w modzie męskiej 
i stylizacje na pokazach kojarzące się z plenerami fotograficznymi. Do tworzenia kreacji wykorzystywano polskie materiały: milanowskie jedwabie, łódzkie tkaniny, żyrardowskie lny, koniakowskie i żywieckie koronki, podhalańskie kożuchy. 


Pani Rzechorzek doceniła w swojej opowieści setki ludzi, którzy swoją mozolną pracą 
i talentem wspierali stylistów. Krawcowe, chałupnicy, dziewiarki, hodowcy jedwabników, malarki, fryzjerki, fotografowie, to ludzie, bez których nie możliwa byłaby realizacja projektów. Z czasem zmieniały się nie tylko wzory, ale też pracownicy firmy. 
W początkowych pokazach w otoczeniu pięknych modelek pokazywał się jeden pan, 
a później było ich coraz więcej. Pojawili się nowi plastycy.

Wystarczy obejrzeć czarno – białe fotografie zamieszczone w tej publikacji, żeby docenić kunszt pomysłodawców, rysowników zatrudnionych w Modzie Polskiej.
Moda powraca po latach, a styl prezentacji kreacji też się zmienia. Twórcy kolekcji dzięki swoim projektom są ponadczasowi, ponieważ można odejść 
z pracy, ale porzucić modę nie sposób. 

Autorka tej imponującej opowieści przypomniała, że nie wystarczy posiadać elegancką odzież, ale trzeba też umieć ją nosić. Zacytuję Coco Chanel, która powiedziała „Moda przemija, styl zostaje”.


Ja pozostaję pod wielkim wrażeniem przeczytanej monografii „moda polska WARSZAWA”, którą gorąco polecam.

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN.
Tytuł: Celwony Klólik
Autor: Lissa Evans
Tłumaczenie: Maria Jaszczurowska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Kategoria: literatura dziecięca
Stron: 286
Moja ocena: 10/10

Szmaciane lalki, samochodziki ze sprężyną w środku, przytulne pluszaki. Kiedyś kochane, niezbędne na każdym spacerze. Wyścigówka po licznych rajdach w pokoju miała lekko otarty lakier. Z czasem kolory zabawek zblakły, przybrudziły się. W miejscu oderwanego oka mama przyszyła guzik, ale naderwane ucho misia dalej smętnie zwisało. Teraz nasze wspomnienia też wyblakły, zatarły się. Czy pamiętacie swoje maskotki, które może leżą jeszcze gdzieś na dnie szuflady?



Lissa Evans przypomina nam dawne czasy i zabawy w swojej książce „Celwony Klólik”.  Śladami odrzuconych
w złości zabawek dwoje dzieci zawędrowało do Krainy Blopków. Wydaje się to nierealne, ale w bajce wszystko jest możliwe. 

Opowiadając tę historię autorka podkreśliła znaczenie zwykłych, uprzejmych słów. Proste, ciepłe gesty też są oczekiwane, chociaż niekiedy mogą wydawać się oznaką słabości. Łatwo jest urazić kogoś przykrą, niedbale rzuconą uwagą. Wtedy możemy zobaczyć przed sobą odwrócone plecy rozmówcy. 


Pani Evans opowiedziała o krainie zabawek, gdzie żywe, pastelowe kolory postaci pomagają określić ich charaktery. Szarość symbolizuje obawę, bezradność. Tylko wyolbrzymiony, despotyczny bohater budzi negatywne reakcje. Wspólne rozwiązywanie zagadek jest łatwiejsze, kiedy robi się to wspólnymi siłami. 

Czytanie tej książki może podsunąć oryginalny pomysł na zorganizowanie zabawy. Wystarczy odrobina fantazji
i wyobraźni. Ciekawostkę wizualną stanowią wykorzystane w tekście litery różnych krojów i wielkości. 

„Celwony Klólik” to bardzo ciekawa opowieść, gdzie akcja toczy się w zawrotnym tempie. Charaktery postaci korzystnie zmieniają się z każdą kolejną przygodą.
Gorąco polecam tę książkę czytelnikom w każdym wieku.



Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Gorąco polecam również:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/04/tytu-przyjaciel-z-szafy.html
https://krainslowa.blogspot.com/2018/02/tytu-dlaczego-ryby-nie-tona-autor-anne.html 



Tytuł: Nieznana terrorystka
Autor: Richard Flanagan

Tłumaczenie: Maciej Świerkocki
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie 2018
Kategoria: dramat
Stron: 329

Wszyscy mamy marzenia małe lub wygórowane. Status społeczny określa pewne granice naszych możliwości.
O pragnieniach ukrycia psychicznych ran i tworzeniu pozorów opowiada powieść „Nieznana terrorystka” Richarda Flanagana.




Jest to historia prostej o kobiety łudzącej się, że zmiana wyglądu uczyni ją podobną do bogatych ludzi spotykanych na ulicach i w sklepach. Skrupulatnie odkładane pieniądze miały jej zapewnić spokojne, godne życie. We współczesnych realiach świat wytworny, elegancki kontrastuje z nędzą, brudem, chorobami. Ogniwami je łączącymi są narkotyki, pieniądze i muzyka. W najbardziej różnych, zaskakujących sytuacjach pojawia się motyw nokturnu f-moll Chopina.

„Dotyk pieniędzy jest jak życie możliwe i znośne.” 


Autor naświetlił znane nam problemy nietolerancji dla ludzi „gorszego gatunku” – zarówno rdzennych mieszkańców Australii, jaki uchodźców. Zagrożenie terroryzmem burzy poczucie bezpieczeństwa. Wokół głównej bohaterki, przypadkowo zamieszanej w sensacyjne wydarzenia, budowana jest sieć oskarżeń. Paradoksalnie Czarna Wdowa nie może się uwolnić z pajęczyny kłamstw i domysłów, która krępuje ją. Panicznie szuka sposobu zakończenia tego dramatu. W tej książce opisanych jest wiele sytuacji przesyconych pożądaniem, perwersją
i wyuzdaniem, które już nas chyba nie szokują. Nawet wulgarne słownictwo użyte przez autora podkreśla atmosferę wydarzeń.

„Nieznana terrorystka” to mistrzowsko napisany dramat kobiety, której nie powinno nic zaskakiwać. Fabuła książki wstrząsa i wciąga jak wir, z którego nie można się uwolnić. Autor zmusza nas do szerszego otwarcia oczu i dostrzeżenia problemów, od których czasem chętnie odwracamy wzrok. Na koniec zostawiłem cytat, który podsumowuje uczuciowy wątek powieści:

„Miłość to zawsze za mało, ale nic więcej nie mamy.”

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Gorąco polecam również:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/05/tytu-dobra-matka-autor-magorzata-rogala.html



Tytuł: Dlaczego ryby nie toną?
Autor: Anne Claybourne
Tłumaczenie: Grzegorz Kulesza
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Kategoria: zoologia
Stron: 93


Po intensywnym tygodniu pracy nareszcie upragniony weekend. Co zrobić, żeby mały Karolek albo Marysia nie nudzili się? Zabierzmy je do ZOO. Będzie ciekawie, ale będą padały też liczne pytania. „Dlaczego żyrafa ma taką długą szyję?”. „Dlatego, że… Najlepiej spytaj dziadka”.


Anna Claybourne postanowiła nam pomóc. Napisała książkę „Dlaczego ryby nie toną?” ciekawie, bogato i dowcipnie zilustrowaną.


Wciąż wiele zmienia się w świecie zwierząt i odkrywane są nowe gatunki. 7 lat temu jedną z much nazwano na cześć znanej piosenkarki. Niektóre zwierzęta wyglądają szczególnie groźnie, ale w naturalnych warunkach nie atakują, bo najczęściej się bronią. Podziwiamy ich wspaniałe, potężne kły zapominając, że nikt z ludzi nie troszczy się o nie. Tylko rekiny tracą co kilka tygodni zęby, które wkrótce odrastają. Często trudno dostrzec jakieś zwierzę w gęstwinie liści i wtedy podejrzewamy np. kameleona o to, że usiłuje się ukryć, a to nie prawda.


Czasem wspominamy piękne, letnie wieczory z migoczącymi świetlikami, choć nie tylko one mają taką umiejętność. Obecnie bardzo modne wyjazdy do egzotycznych krajów powinny zmobilizować rodziców do poszerzenia swojej wiedzy na temat niebezpieczeństw czyhających choćby w wodzie podczas kąpieli. Autorka taktownie wspomina o selekcjonowanej hodowli zwierząt udomowionych.



Ta bardzo ciekawa książka dla dorosłych i dla dzieci może być pretekstem do wielu rozmów. Nasze pociechy z ciekawością obejrzą świetne fotografie
i uśmiechną się oglądając rysunki. Nam dorosłym nie zabraknie tematów do rozmów i cierpliwości do odpowiadania na pozornie proste pytania.  



Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN.

Gorąco polecam również:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/03/tytu-zapomniana-historia-nauki-czyli.html
https://krainslowa.blogspot.com/2018/01/bedac-maymchopcem-sledziem-obroty.html 
https://krainslowa.blogspot.com/2018/06/tytu-ortodrama-autor-mateusz.html

Tytuł: Początek.
Autor: Dan Brown
Tłumaczenie: Paweł Cichawa
Wydawnictwo: Sonia Draga 2017
Kategoria: beletrystyka
Stron: 572


Na kartach ostatnio przeczytanej książki znalazłem to, czego szukałem od dawna. Imponujące dokonania artystyczne zaprezentowane w bardzo ciekawej formie. Kontrastowe zestawienia oparte na symbolice. Sugestywne obrazy przyciągające uwagę nasyceniem barw. Awangardowe instalacje, kompozycje.


Na wycieczkę do Muzeum Guggenheima zabrał mnie Dan Brown, aby opowiedzieć o tym miejscu tak ciekawym i zarazem trudno dostępnym
z prozaicznych powodów. „Początek” to opowieść tak sugestywna, że wyobraźnia, wsparta zdjęciami wyszukanymi w internecie,  podsuwa niezwykłe obrazy.
 Porażająca realizmem Maman na tle supernowoczesnej konstrukcji tego muzeum to przykład zestawienia klasyki i nowoczesności. Następny etap wycieczki do Hiszpanii to odwiedziny w Barcelonie, gdzie imponują projekty Gaudiego. Wykorzystanie elementów natury, przyrody można tam odnaleźć choćby w najbardziej znanej Bazylice Świętej Rodziny zbudowanej pozornie
z morskiej pianki. 


Autor tej powieści skłania do szacunku dla osiągnięć wielu wybitnych artystów. Zaskakuje też podkreśleniem niezwykłych i wszechstronnych umiejętności jednego z najbardziej znanych angielskich polityków.
„Początek” to książka dopracowana w warstwie estetycznej, ale też ukazująca problemy kontrastujących ze sobą dwóch teorii. Nie zawsze dwoistość oznacza współdziałanie. Dwudzielność mózgu łączy racjonalizm z duchowością, wrażliwością i wyobraźnią. Dwa przeciwstawne światopoglądy ścierają się ze sobą.


Fabuła tej powieści jest zdecydowanie szablonowa w porównaniu z innymi wcześniejszymi książkami tego autora.
Połączenie sztuki, literatury i informatyki stanowi tło do rozważań nad trzema egzystencjonalnymi pytaniami dotyczącymi życia na ziemi. Jedno z nich zmusza chyba każdego do refleksji: Dokąd zmierzamy ze smartfonem w dłoni?


W tej książce każdy czytelnik znajdzie dla siebie wątek zgodny z własnymi zainteresowaniami. Jestem przekonany, że nikt nie zmieni swojego światopoglądu pod wpływem tej lektury. Gorąco polecam tę powieść, która według mnie jest najciekawsza w dorobku literackim Dana Browna.

Gorąco polecam również:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/03/tytu-zapomniana-historia-nauki-czyli.html

Tytuł: Zaufaj mi, Anno
Autor: Joanna Opiat - Bojarska
Wydawnictwo:Filia 2015
Gatunek: kryminał
Stron: 360


Dobry trip nie jest zły. Jaki fun… Super kolory! Soczyście zielona trawa na balkonie. Falujące ściany. STOP! To nie jest wycieczka w tropiki.


Takie i podobne doznania to mogą być efektem zażywania dopalaczy. Substancje psychoaktywne świadomie dodawane do popularnych ziół niszczą organizm i uzależniają w szokującym tempie. O tak ważnym problemie napisała Joanna Opiat – Bojarska
w powieści o niewinnym tytule „Zaufaj mi, Anno”.


Za to ja jestem wstrząśnięty, ale nie zmieszany. Wstrząśnięty treścią, a może i trochę zmieszany moją niewiedzą.

Po fali protestów i zamykaniu „sklepików z drobiazgami dla wszystkich” opadły emocje. Do ludzi nie borykających się z tym problemem docierają szczątkowe informacje na ten temat. Dopalacze według popularnej opinii nie są narkotykami. 


Autorka tego kryminału „uniosła dywan” i pokazała cały ten brud. W jej powieści te substancje stały się narzędziem zbrodni. Opisane przez nią wizje szokują surrealizmem.  Anna, telewizyjna dziennikarka
z zacięciem śledczym tropi nie tylko skutki uzależnień, ale też sprawców zaistniałych faktów.

W przeczytanej przeze mnie książce pojawił się również problem polityków i ich społecznego wizerunku. Widzowie politycznego „przedstawienia” chcą również zajrzeć za kulisy. Czasem trudno odróżnić rekwizyty od prawdziwych rzeczy. Pozorne działania zaczyna przysłaniać mgła manipulacji.

Nieufna Anna dostrzegła też problem, który w realnym świecie dnia dzisiejszego bulwersuje opinię publiczną. Mowa tu o „czyszczonych” i wykupowanych kamienicach.

Nie brakuje w tej powieści również wątku miłości, zaufania, osamotnienia.
„Zaufaj mi, Anno” to kryminał wyjątkowy. Nawet w przerwach lektury często myślałem problemach tu poruszonych. Bardziej wrażliwie widziałem zachowania przechodniów na ulicy, którzy zapewne byli „czyści”. No cóż – siła sugestii. Gorąco polecam tę niestereotypową książkę. 

Ja z przyjemnością zrobię sobie kakao z pianką. Miłego wieczoru!

Gorąco polecam również:
https://krainslowa.blogspot.com/2018/05/tytu-dobra-matka-autor-magorzata-rogala.html